Home / Newsy / Trudne przypadki polskiego podwórka pod ręką Runjaicia
Trudne przypadki polskiego podwórka pod ręką Runjaicia

Trudne przypadki polskiego podwórka pod ręką Runjaicia

Wyobraźcie sobie sytuację z dawnych lat, kiedy za dzieciaka siedziało się z przyjaciółmi na trzepaku. Chłopaki grali w piłkę nożną, dziewczyny w przysłowiową “gumę” lub klasy. Tak beztrosko płynęły dni z uśmiechem na twarzy na placu, który znajdywał się tuż nieopodal naszego miejsca zamieszkania. Ważny był także jeden, specyficzny, często powtarzający się przypadek. Te podwórka miały kolokwialnie mówiąc “całodobowy monitoring” – czyli wrednego sąsiada, któremu zawsze coś nie pasowało i przeganiał bandę dzieciaków z placu.

Tak mniej więcej wyglądała przygoda polskich piłkarzy, oraz zawodników, którzy grają, bądź grali w przeszłości w polskiej Ekstraklasie, a na swojej drodze spotkali nowego szkoleniowca Pogoni Szczecin – Koste Runjaicia.

Takich przypadków na swojej drodze szkoleniowiec spotkał dziewięć, każdemu z nich poświęcimy chwilę, bo każdy piłkarz to inna historia, mniej lub bardziej ciekawa.

Elia Soriano – SV Darmstadt 98 – 4.liga – sezon 2009/2010

14 spotkań – 3 bramki – 1124 minuty

fot. junglilien.de

Obecnie piłkarz Korony Kielce spotkał się z trenerem Pogoni w sezonie 2009/2010, kiedy klub znajdował się w 4.lidze. Młody Soriano łapał sporą ilość minut, a przede wszystkim nabierał pewności siebie. Przez większość sezonu grał od początku do końca spotkania. Wówczas młody napastnik strzelił tylko 3 bramki, a SV Darmstadt zajął 15. miejsce w lidze i ostatecznie uniknęła spadku. W późniejszych latach Soriano zaczął strzelać seryjnie w niższych ligach niemieckich, gwarantując swoim drużynom około 20 bramek w sezonie.

Kacper Przybyłko – 1. FC Kaiserslautern – 2.Bundesliga/DFB-Pokal sezon 15/16

9 spotkań – 3 bramki – 810 minut

fot. onet.pl

Kosta Runjaić potrzebował napastnika, gdyż jego obecni zawodnicy gwarantowali zaskakująco mało bramek (skąd my to znamy?), by myśleć o awansie do Bundesligi. Postanowiono, że szeregi drużyny zasili Kacper Przybyłko, napastnik Greuther Fürth miał wzmocnić konkurencję w linii ataku i stać się lekiem na całe ofensywne zło.

“Konkurencja jest trochę większa niż w Fürth, ale nie po to tu przychodzę, żeby siedzieć na ławce. Wiem, jakie mam umiejętności.” – zapewniał Polak na łamach Przeglądu Sportowego, chwilę po transferze do nowego klubu.

Oddajmy jeszcze na chwilę mikrofon w ręce dyrektora sportowego 1. FC Kaiserslautern – “To skuteczny napastnik, który pokazał się z dobrej strony w 2. Bundeslidze. Mówi po niemiecku, jest młody, szybki, silny w powietrzu i dużo widzi na boisku” – tłumaczył Markus Schupp również w Przeglądzie Sportowym.

No, to czas przejść do faktów (nie przełączajcie na TVN!). Przybyłko jak na łatkę supersnajpera, wyglądał na jakiegoś niedoklejonego. 9 spotkań, 3 bramki – trochę licho jak na takie pompatyczne zapowiedzi. Zapowiadało się nieźle, debiut w meczu z MSV Duisburg (pozdrawiamy trenera Lettieriego, który prowadził zespół gospodarzy) i już w 13. minucie strzela pierwszą bramkę w nowych barwach. Chwile później, po samobóju kolegi z zespołu jest 1:1, ale Przybyłko nic sobie z tego nie robi i niczym MacGyver już w 29. minucie znów daje prowadzenie swojej drużynie i jak się później okazuje – zwycięstwo.

Później doszły jeszcze dwie bramki, Przybyłko wciąż grał od deski do deski, w DFB-Pokal (Puchar Niemiec) rozegrał 120 minut i po serii rzutów karnych pokonał Hanse Rostock. Sielanka nie trwała długo, w końcu w 22 września 1.FC Nürnberg przejechało się po drużynie z Kaiserslautern 3:0 i wysłało trenera gospodarzy na przymusowe bezrobocie.

Przybyłko do dnia dzisiejszego jest zawodnikiem 1. FC Kaiserslautern.

Mateusz Klich – 1. FC Kaiserslautern – 2. Bundesliga/DFB-Pokal – sezon 14/16, 15/16

9 spotkań – 1 bramka – 2 asysty – 461 minut

fot. vavel.com

Mateusz Klich, dla ludzi, którzy już zapomnieli tego Pana, przypominamy Tour de Club w wykonaniu byłego reprezentanta Polski.

Po braku występów w Wolfsburgu i bardzo dobrym wypożyczeniu do PEC Zwolle, Klich postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i poszukać miejsca, w którym będzie mógł systematycznie grać. Chciał wrócić do gry, dobre wyniki i forma pozwoliłaby wrócić do reprezentacji. Padło na 1. FC Kaiserslautern, które miało walczyć o awans do Bundesligi.

Początki Klicha w nowej drużynie były nieciekawe. Zawodnik zdołał złapać ledwie 34 minuty w lidze, a prawdziwą szansę dostał dopiero w meczu towarzyskim, tam strzelił bramkę, zaliczył asystę i jak mogło się wydawać, zyskał sympatię Runjacicia.

– Bardzo podobała mi się jego gra. Zdobył gola, był aktywny i zagrał dobry mecz – mówił trener Kaiserslautern i dodawał.

– Mateusz wiedział, że nie będzie mu łatwo, ponieważ mamy dobry zespół – tłumaczył Runjaić, który zdawał sobie sprawę z tego, że Klich może być niepocieszony swoją pozycją w zespole: – Każdy, kto przychodzi i ma już 24 lata, chce pokazać, na co go stać, a on do tej pory nie otrzymał jeszcze takiej możliwości.

“A miało być tak pięknie…” – szumi w głowie utwór Elektrycznych Gitar, kiedy patrzymy w dorobek spotkań Klicha w barwach niemieckiego drugoligowca.

Czerwono jak w tabeli Ekstraklasy, kiedy spojrzymy w dół szukając Pogoni.

Wymowny był także “tweet” samego zawodnika, kiedy wyciekło nazwisko nowego szkoleniowca szczecińskiej drużyny.

Panowie, mówiąc kulturalnie, nie przypadli sobie do gustu. Runjacić stracił pracę, Klich kontynuował Tour de Club.

Sebastian Boenisch – TSV 1860 Munchen – 2. Bundesliga – sezon 16/17

2 spotkania – 97 minut

foto. tz.de

Reprezentant Polski znalazł się na mocnym zakręcie jeżeli chodzi o rozgrywki klubowe. Po zakończeniu kontraktu z Bayerem Leverkusen przez klika miesięcy Boenisch nie mógł znaleźć nowego pracodawcy (był podstawowym zawodnikiem drużyny z Leverkusen w latach 2012 – 2016).

Po kilkumiesięcznej przerwie do lewego obrońcy pomocną dłoń wyciągnął – Kosta Runjaić. Trener doskonale wiedział jednak, że Polak ma problemy zdrowotne, które ciągną się za nim od czasu gry w Bayerze Leverkusen. Kontrakt został tak skonstruowany, aby drużyna z Monachium nie straciła nic na tym transferze. Umowa była jasna i klarowna, jeśli Sebastian Boenisch nabawi się kontuzji, kontrakt zostaje zerwany.

Każdy obiecywał sobie dużo po transferze obrońcy, nawet Rudi Voeller – napastnik  TSV 1860 Munchen – “Jestem przekonany, że ze swoim doświadczeniem i opanowaniem Boenisch będzie pomocą dla Lwów ”

I zgadnijcie co się stało…

Boenisch się kolokwialnie mówiąc “wysypał”, był niezdolny do gry. Trener Runjaić wpadał w szał i w prostych słowach odpowiadał dziennikarzom na pytania o Sebastiana Boenischa – “O Sebastianie Boenischu na chwilę obecną nie mamy co rozmawiać. Lekarze mówią, że nie jest gotowy. Fizjoterapeuci mówią, że nie jest gotowy. Trener przygotowania fizycznego mówi, że nie jest gotowy. I sam Boenisch mówi także, że nie jest jeszcze gotowy” – tłumaczył sfrustrowany szkoleniowiec.

Ostatecznie okazało się, że nikt nie był gotowy na to, że sam obrońca nie będzie gotowy, choć skonstruowanie kontraktu uratowało klub przed płaceniem Boenischowi za siedzenie na kanapie.

Antonio Colak – 1. FC Kaiserslautern – 2. Bundesliga/DFB-Pokal – sezon 15/16

4 spotkania – 189 minut

fot. Allgemeine Zeitung

Wjeżdżamy na teren ludzi, którzy w Kaiserslautern nosili łatkę zawodnika “Przyszedłem, zobaczyłem, poszedłem dalej”. Pierwszym, który nie przypadł do gustu trenerowi Runjaiciowi jest Antonio Colak.

Napastnik przedstawił się szerzej polskiej publiczności podczas wypożyczenia do Lechii Gdańsk. W 30. spotkaniach trafiał do siatki rywala 10 – krotnie oraz dwa razy asystował przy bramkach swoich kolegów z gdańskiego zespołu.

W Kaiserslautern już nie czarował, przychodził na wypożyczenie, ale trener nie widział go w swojej wizji drużyny. Colak więc dalej wędrował po kolejnych klubach Bundesligi.

Robert Pich – 1. FC Kaiserslautern – 2. Bundesliga – sezon 15/16

2 spotkania – 108 minut

fot. zimbio.com

Kojarzycie hasło marketingowe Wrocławia? Nie? No to proszę: “WrocLove”.

I właśnie taki był Robert Pich. Rozkochał kibiców Śląska, miał za sobą rewelacyjny sezon. Przebojowy skrzydłowy spodobał się Runjaiciowi, zawsze przepadał za takim stylem gry skrzydłowych. 10 bramek i 5 asyst poskutkowało transferem do 2. Bundesligi.

Ale jak szybko przyszedł do Kaiserslautern, tak szybko sufit się zawalił i trzeba było wracać. Na początku nie przekonał do siebie Runjaicia, gdy trener stracił pracę jego pozycja nie zmieniła się. Wciąż nie grał. W końcu wrócił do Wrocławia i obecnie kontynuuje karierę w barwach Śląska.

Ariel Borysiuk – 1. FC Kaiserslautern – 2. Bundesliga/DFB-Pokal – sezon 13/14

1 spotkanie – 2 minuty

fot. Polskie Radio

Uwierzcie mi, szybciej nawet nie obrałbym jabłka. Epizod Ariela Borysiuka za kadencji Kosty Runjaicia w Kaiserslautern był szybszy niż reklamy na Polsacie.

Powiedzieć, że było mu nie po drodze z trenerem to nic nie powiedzieć. Runjaić zesłał polaka do rezerw.

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie będzie opublikowany. Required fields are marked *

*

Do góry

Reklama