Home / Newsy / Pogoń po godzinach: “Kibice, miasto to jedno, a ludzie, którzy rządzą w klubie czy sztab szkoleniowy to druga sprawa”
Pogoń po godzinach: “Kibice, miasto to jedno, a ludzie, którzy rządzą w klubie czy sztab szkoleniowy to druga sprawa”

Pogoń po godzinach: “Kibice, miasto to jedno, a ludzie, którzy rządzą w klubie czy sztab szkoleniowy to druga sprawa”

Prezentujemy Wam drugą rozmowę z cyklu “Pogoń po godzinach”. Ostatnio naszym gościem był Dawid Kort, a teraz przedstawiamy Wam osobę, równie mocno kojarzoną ze szczecińską Pogonią. Obecnie jest napastnikiem Wisły Płock, z którą walczy o awans do Ekstraklasy. Ma za sobą występy w holenderskiej Rodzie Kerkrade… Zapraszamy na spotkanie z Mikołajem Lebedyńskim.

W Wiśle Płock trafiłeś pod skrzydła Marcina Kaczmarka. Jeśli dobrze mi się wydaje to powinniście się kojarzyć z Pogoni.

– No tak. Gdy trener Kaczmarek objął odradzającą się Pogoń, to były momenty, że miałem okazję pokazać się na treningach pierwszej drużyny, która grała wtedy w czwartej lidze. Byłem wtedy młodym zawodnikiem, ale nigdy szansy gry wtedy nie dostałem.

Myślisz, że to pomogło Twojej osobie przy angażu w Płocku?

– Ciężko mi powiedzieć. Może w jakimś stopniu. Jednak to też nie było tak, że dostałem angaż w Wiśle z miejsca, bo byłem tu na kilkudniowych testach. Musiałem przyjechać do Płocka, pokazać się, bo przez jakiś czas nie miałem wtedy klubu. Udało mi się zaprezentować na tyle dobrze, że zostałem zakontraktowany.

Jak oceniłbyś czas spędzony na kontrakcie w Podbeskidziu? To był Twój pierwszy klub po powrocie do Polski. Dlaczego nie wyszło?

–  To już jest za mną. To był kompletnie stracony czas – rok stracony. Potem trafił mi się czas bez klubu i ogólnie nie chcę do tego wracać. Ale myślę, że aspektów było kilka – chociażby uraz, który mi się przytrafił. To przeciążenie kolana nie pozwoliło mi przepracować dobrze okresu przygotowawczego i być potem w dobrej formie.

W październiku 2014 podpisałeś kontrakt z Wisłą Płock. Wiadomo, że było to już po rozpoczęciu ligi. Co się z Tobą działo przez ten czas, po Podbeskidziu i testach w chorzowskim Ruchu?

– Właściwie to nic. Siedziałem w domu. Na szczęście nie powieliłem błędów z poprzedniego roku, gdzie był problem z przygotowaniami. W tym czasie sam zorganizowałem sobie przygotowania i pracowałem na tyle solidnie, że kiedy podpisałem kontrakt z Wisłą, na tych parę ostatnich spotkań, to byłem w stanie tej drużynie coś dać. Trenowałem z Chemikiem Police, u trenera Andrzeja Tychowskiego i bardzo mu za to dziękuję. Dzięki temu miałem możliwość trenowania z drużyną, bo wiadomo, że samemu można wiele zrobić, ale gierki sam ze sobą nie rozegram, a to też jest ważny element. Resztę czasu przygotowywałem się sam i czekałem na to, aż pojawi się jakaś propozycja. Ostatecznie trafiłem do Wisły.

 

DSC01018

Jak w ogóle wspominasz testy u „niebieskich”? Warto było się tam pofatygować?

– To była dość specyficzna sytuacja, bo te testy były już ustalone za trenera Kociana. Miałem być na tygodniowych testach, ale w międzyczasie trener Kocian został zwolniony,a w jego miejsce przyszedł trener Fornalik. Ostatecznie pojawiłem się tam pod koniec tygodnia, chyba na trzy dni i już było czuć, że obecny szkoleniowiec raczej nie potrzebuje napastnika. Był to niepotrzebny wyjazd. Wówczas było tam trzech napastników, brakowało bramek i trener Kocian uznał, że warto mnie przetestować, natomiast potem się wszystko zmieniło. Przyjechałem, bo przyjechałem… Tak bym to ujął. Ciężko mi coś więcej na temat tych testów powiedzieć. Były mocno na siłę.

Nie mogę pominąć pytania o czas spędzony w holenderskiej Rodzie. Czego się nauczyłeś grając w Eredivisie? Jak holenderska liga zmieniła Cię piłkarsko?

– Ten wyjazd ukształtował mnie pod wieloma względami, nie tylko piłkarsko. Był to pierwszy raz, gdy wyjechałem poza rodzinny dom, dzięki czemu nauczyłem się żyć na własną rękę. Wiadomo, że gdy mieszka się z rodzicami to jest łatwiej, nawet, jeśli chodzi o jedzenie – nie trzeba się martwić, bo mama zawsze coś przygotuje. Tam mogłem i musiałem o takie kwestie zadbać sam. Jeśli chodzi o kwestie piłkarskie to na pewno taktycznie i mentalnie. Wiadomo, w Polsce są klubu, które zatrudniają trenerów mających za zadanie pomóc zawodnikom mentalnie. Taktycznie też poszerzyłem swoją wiedzę, bo grałem nie tylko w ataku, ale miałem także zadania defensywnego lewoskrzydłowego. Wiadomo, że treningi z zawodnikami, którzy posiadają dobrą jakość, podnoszą umiejętności tego, który z nimi trenuje. Myślę, że to jest naturalne.

Na pewno żałujesz, że Twój poważny zagraniczny wywiad skończył się właśnie na Rodzie? Chyba było to zaskoczeniem dla Ciebie, bo pod koniec był czas, w którym zacząłeś regularnie grać i strzelać bramki.

– No tak, tym bardziej, że miałem kontrakt skonstruowany w formie 2+2, czyli miałem możliwość przedłużenia umowy o kolejne dwa lata. Nie chcę żeby to źle zabrzmiało, ale już grając w Rodzie, mówiłem, że z trenerem nie jest mi po drodze. W międzyczasie zwolniono z klubu dyrektora sportowego, który za te aspekty odpowiadał i potem o wszystkim decydował już trener. Na przełomie marca i kwietnia zostałem powiadomiony o tym, że moja umowa nie zostanie przedłużona i mogę sobie szukać klubu. Na pewno mam mieszane uczucia, bo wydawało mi się, że ten drugi sezon nie był zły w moim wykonaniu, bo jakoś tej drużynie pomogłem. Pewnie, że jest rozgoryczenie, gdy człowiek daje z siebie maksimum, a potem staje przed taką sytuacją. Udało nam się utrzymać drużynę w lidze. Wiadomo, że rozstania nigdy nie są miłe, ale takie sytuacje w piłce są i trzeba to przeżyć. Potem miałem też inne problemy. Chyba wiadomo jak wyglądały te testy w Pogoni… Ale to już inna historia. Cieszę się, że to już za mną i tyle.

No właśnie do tych testów chciałbym nawiązać. Po zakończeniu kontraktu w Kerkrade, wróciłeś do rodzinnego miasta, gdzie byłeś testowany przez Pogoń. Trenowałeś pod okiem Dariusza Wdowczyka, ale sprawa zakończyła się tym, że zostałeś „odpalony”, bo sztab zarzucił Ci straszne braki kondycyjne.

 – To prawda. Na pewno miałem jakieś zaległości kondycyjne, ale nie powiedziałbym, że były to jakieś wielkie braki. Niedługo później podpisałem kontakt w Szwecji i też przechodziłem te same badania. Trener uznał, że jestem przygotowany do grania. Cóż… Taka zapadła decyzja i musiałem się z nią pogodzić. Nie wiem, czy byłem wtedy rozczarowany… Może oczekiwałem trochę pomocy w tamtym momencie, ale na dobrą sprawę, taka jest piłka. To też jest biznes i sam sobie byłem winny. Nie ma, do czego wracać.

Ja jednak będę drążył ten temat. Po czasie, wygląda to tak, że już przed meczem z Hapoelem Beer Szewa było wiadomo, że nie zostaniesz. Sztab dał sobie chyba wówczas alibi.

 – Cóż… Po sparingu trener mi podziękował i tyle. Żadnego uzasadnienia tej decyzji nie dostałem. Trzeba byłoby zapytać u źródła, jak to było. Dostałem tylko taką wiadomość, a przecież nie będę pytał o przyczynę. Nie chcę do tego wracać, bo to ogólnie była dziwna sytuacja. Było jak było i kropka. W trakcie treningów z Pogonią dostałem też od trenera rozpiskę, żeby nadrobić zaległości. Z rana robiłem to, co zalecił mi trener, potem przychodziłem na trening z zespołem, a na koniec taka sytuacja… No troszkę to dziwne, ale cóż. Taka zapadła decyzja i nie ma, co do tego wracać.

Po zakończonej przygodzie w Rodzie, miałeś możliwość gry przy Kałuży. Odmówiłeś Cracovii, choć warunki finansowe, jakie Ci proponowali, były ponoć bardzo atrakcyjne. Odrzucając ofertę „pasów” tłumaczyłeś, że jesteś ze Szczecina, jesteś związany z Pogonią i gra w barwach wroga Dumy Pomorza byłaby wbrew Twojemu sumieniu. Za to do tej pory masz tu wielki szacunek.

– Wiadomo było, w jakiej jestem sytuacji, ale nie robiłem tego pod publiczkę. Zrobiłem jak czułem i tyle. Jeśli kibice też to uszanowali to cieszę się. Muszę przyznać, że była to atrakcyjna oferta dla mnie i kto wie, czy wówczas moja przygoda nie potoczyłaby się inaczej. Jednak nie żałuję swojej decyzji, dobrze, że tak się stało. Nie męczy mnie ta sytuacja. Uznałem, że tak trzeba postąpić i zrobiłem to. Nie było to dla mnie wielkim problemem.

 

pogon-flota-155

Czy mimo tego, jak zostałeś potraktowany w Pogoni, dziś zrobiłbyś dokładnie to samo?

– Myślę, że tak. To nic nie zmieniło. Ktoś już mnie o to kiedyś pytał… Nie można mówić, że to Pogoń mnie źle potraktowała… Kibice, miasto to jedno, a ludzie, którzy rządzą w klubie czy sztab szkoleniowy to druga sprawa. Myślę, że ja, jako zawodnik, muszę też takie rzeczy rozgraniczać. Jeśli chodzi o kibiców to zawsze czułem ich wsparcie i nie mogę powiedzieć, że ktoś z nich mnie kiedyś źle potraktował. Tak jak powiedziałem, to była decyzja sztabu szkoleniowego. Tyle. Odmawiając Cracovii, nie zrobiłem tego, po to by złapać angaż w Pogoni. Zrobiłem tak jak czułem.

Twój transfer do Kerkrade wywołał wiele emocji. Wiadomo, że najpierw zostałeś wypożyczony, a potem Holendrzy skorzystali z prawa pierwokupu. Jednak chyba Pogoń po prostu chciała się Ciebie pozbyć. Z tego, co wiem, kwota, jaką zapłaciła Roda za Twoje wypożyczenie była, tak jakby, za transfer definitywny, a samo wykupienie Cię z Pogoni było symboliczną kwotą. Wiadomo Ci coś na ten temat?

– Zaczynając od początku. Czułem, że mój czas w Pogoni dobiega końca. Wcześniej miałem oferty i z polskich i z zagranicznych klubów, ale po rozmowie z prezesami, wspólnie ustaliliśmy, że zostanę. Wiadomo, że było zwalnianie trenerów i to wszystko nie wyglądało tak, jak powinno. Na pewno taka opcja była dla mnie wtedy ratunkiem. Kto wie jakbym wtedy skończył? Kiedy przechodziłem do Rody, w Polsce graliśmy już ligę, a ja nawet nie jeździłem na mecze. Cóż… Pojechałem na dwutygodniowe testy, zaprezentowałem się z dobrej strony… Była też śmieszna sytuacja, bo wróciłem do Szczecina, dostałem pozytywną odpowiedź z Holandii i problem był taki, że Roda nie mogła dokonywać transferów gotówkowych… W takiej sytuacji Holendrzy musieli ten zakaz jakoś ominąć. Dlatego to wszystko długo trwało. Po powrocie z tych testów, jeszcze miesiąc trenowałem w Szczecinie. Każdy zaczął dopytywać czy wyjeżdżam czy zostaję… Jako, że Roda nie mogła dokonywać transferów gotówkowych, załatwiono to tak, że Roda moją kwotę odstępnego zapłaciła jako za wypożyczenie, a po okresie wypożyczenia przeszedłem za darmo. Pogoń dostała całą kwotę mojego odstępnego, czyli 400 tysięcy za to wypożyczenie. Tak Holendrzy obeszli ten zakaz.

W końcu trafiłeś do Płocka, gdzie w tym sezonie udało Ci się ustabilizować formę i pokazać swoje umiejętności. Chyba spłacasz ten kredyt zaufania od Marcina Kaczmarka, bo z 10 bramkami jesteś w czubie klasyfikacji strzelców I ligi.

– Początek nie był łatwy, bo przychodząc „na świeżości” dobrze to wszystko wyglądało, a potem był okres przygotowawczy, który w I lidze jest specyficzny, bo długi. Przepracowałem go w zimie, ale potem wyszedł brak letnich przygotowań z klubem, bo to zawsze inny wysiłek. Był widoczny problem ze świeżością po tym zimowym okresie. Przez to nie było formy, więc nic dziwnego, że nie grałem zbyt dużo. Potem było coraz lepiej i uważam, że końcówka sezonu, choć nie było bramek, była udana. Brakowało troszkę szczęścia, ale teraz to szczęście jest, do tego są bramki i jestem zadowolony z tego, że mogę w taki sposób drużynie pomóc i razem dążyć do tego wspólnego celu.

 

pogon-flota-193

Powiedz, jak Ty się teraz czujesz piłkarsko? Czujesz, że przed Tobą otwiera się droga na nowe rozdanie? Nazwisko Lebedyński znów zaczyna nabierać mocy w polski futbolu, co chociażby pokazała Twoja ostatnia wizyta w „Cafe Futbol”.

– Przede wszystkim skupiam się na sobie, na chwilę obecną na przygotowaniach, potem na kolejnych spotkaniach. Co będzie dalej? Zobaczymy. Cieszę się, że to wszystko wróciło na dobrą ścieżkę. Czuję się dobrze, ale wiem, że jest jeszcze sporo rezerwy i jeszcze troszkę mogę pokazać. Ode mnie będzie zależało jak to wszystko się potoczy. Najbliższe plany? Rozegrać dobrą rundę i awansować do Ekstraklasy. Co będzie później? Później będziemy myśleć, co dalej. Jeśli chodzi o bramki, to jako zawodnik grający na szpicy, cieszę się, że udaje mi się wykonywać swoją robotę i pomagać chłopakom. Oni również pomagają mi w strzelaniu bramek.

Nie mogę pominąć tego pytania. Chciałbyś wrócić jeszcze do Pogoni czy to dla Ciebie zamknięty temat? Kibice w Szczecinie widzą, że piłkarsko się zmieniłeś, są tacy, którzy chętnie widzieliby Cię w granatowo-bordowym pasiaku.

– Jeśli dostałbym ofertę z Pogoni to na pewno bym ją rozważył.

 

Rozmawiał Jan Smoliński

5 komentarzy

  1. Lebedyński przypomina mi Małeckiego…
    Ciągle trener mu nie pasuje, a to nie było czasu by się przygotować, a to tamto…

    Co do przejścia do Cracovii to dobra bajka – jakby miał szansę przejść do Cracovii to by przeszedł, a widocznie takiej szansy nie było.

    (-25)
  2. MIKI dziekuje ,ze jeszcze sa tacy jak ty na tym ku…r….im i sprzedajnym swiecie !!!! szacunek dozywotni!!!!!

    (16)
  3. Miki, zostań najlepszym graczem 1 ligi jak Drygas, to na pewno dostaniesz propozycję od Pogoni. Gdyby twoja kariera poszła troszkę w inną stronę, to dzisiaj mieli byśmy zajebisty atak: Lebedyński-Zwoliński. Dwóch czystej rasy Pogoniarzy.

    (6)
  4. Lebedyński to taki piłkarz starego rzutu – po meczu piwko i chipsy jak pokazuje jego sympatyczny pasibrzusio.

    Daleko mu do naszego Zwolaka 😉

    (4)

Skomentuj

Twój adres email nie będzie opublikowany. Required fields are marked *

*

Do góry

Reklama