Home / Newsy / Pierwszy z szesnastu. Nie zagłaskajmy i dajmy pracować
Pierwszy z szesnastu. Nie zagłaskajmy i dajmy pracować

Pierwszy z szesnastu. Nie zagłaskajmy i dajmy pracować

Nie da się ukryć – piłkarze Pogoni Szczecin otworzyli rundę wiosenną w wymarzony sposób. Z jednej strony spadł nam duży kamień z serca, ale z drugiej – to jeszcze absolutnie nie czas, żeby otwierać szampany. To jeszcze nawet nie moment, kiedy należy iść do sklepu i wybierać trunek na świętowanie udanej wiosennej kampanii.

Optymizmu przed pierwszym wiosennym meczem było sporo, ale z drugiej strony każdy z kibiców miał gdzieś w środku większe lub mniejsze obawy. Miał je nawet trener Kosta Runjaic, którzy przyznał, że nigdy do końca nie wiadomo, jaką drużynę zobaczymy na inaugurację. Nawet jeśli spędzasz z nią kilkanaście godzin dziennie przez cały miesiąc.

Były też obawy odnośnie rywala. Wielu postronnych obserwatorów typowało remis. Przyjeżdżał Kazimierz Moskal, który nie dość, że słynie z dzielenia się punktami, to jeszcze doskonale zna Pogoń i nie miał problemów z wytypowaniem wyjściowej jedenastki szczecinian. Poza tym sama Sandecja też słynęła jesienią z tego, że chętnie urywała na wyjazdach po punkcie faworytom.

A Portowców w sobotę interesowało tylko zwycięstwo, które pozwoliłoby niemal zrównać się punktami z resztą drużyn walczących o utrzymanie w lidze. Falstart w takim meczu byłby czymś strasznym, ale ostatecznie nasze wątpliwości szybko zostały rozwiane. Balon na inaugurację nie walnął z hukiem. Od początku zobaczyliśmy drużynę o kilka klas lepszą, która na tle wirtuozów pokroju Szufryna czy Pitera-Bućki wyglądała jak z innej galaktyki. Dominacja była na tyle duża, że Portowcom udało się nawet zmusić tego drugiego do kopnięcia piłki do własnej bramki.

Przez 60 minut po Sandecji jechał walec – choć patrząc na popisy Rapy i Nunesa na bokach obrony – było to raczej TGV. Goście nie mieli absolutnie nic do powiedzenia i zostali po prostu zdemolowani.

Jest radość, jest głęboki oddech ulgi, jest weekend we wspaniałym nastroju. Ale to również moment, by jeszcze większą i grubszą czcionką napisać słowa wypowiedziane przez Kostę Runjaicia przed inauguracją rundy wiosennej: “Jesteśmy optymistami, ale nie popadamy w euforię. Znamy naszą aktualną sytuację”.

A jest taka, że Portowcy nadal są w strefie spadkowej i za tydzień jadą na Bułgarską, gdzie Lech na pewno nie zaprezentuje takiej kaszany, jaką zaserwowała w sobotę Sandecja Nowy Sącz.

Dlatego teraz zespół Runjaicia potrzebuje spokoju i koncentracji, żeby mógł jeszcze lepiej przygotować się do meczu w Poznaniu, gdzie nawet punkt będzie można uznać za korzystny rezultat. W niedzielę wszyscy zasłużyli na chwilę luzu i świętowania, ale od poniedziałku zarówno zawodnicy, jak i kibice powinni zapomnieć o tym, co stało się w sobotę.

Pogoń wykonała dopiero pierwszy z szesnastu kroków i teraz musi skupić się na kolejnym. Jak widać daleko nawet do półmetka, więc to nie czas na pisanie, że stworzyło się coś wielkiego i Portowcy będą teraz gromić rywala za rywalem. Czas na konsekwentne wspieranie zespołu bez zbędnego dmuchania balonika.

W jaki sposób to okazać? Najlepiej przychodząc na stadion.

– Wydaje mi się, że na trybunach było więcej osób niż w poprzednich spotkaniach – mówił Runjaic. – Mam nadzieję, że przekonamy ich do tego, żeby przychodzić na nasze mecze.

Oby Niemiec po następnym spotkaniu nie musiał już używać zwrotu “wydaje mi się”, tylko był pewny, że Szczecin znowu zaczął żyć Pogonią.

#OptymizmNieEuforia #WiosnaNasza

Pierwszy z szesnastu. Nie zagłaskajmy i dajmy pracować
Oceń

Komentowanie wyłączone.

Do góry

Reklama