Home / Newsy / Paweł Cretti: Jestem dumny z drużyny
Paweł Cretti: Jestem dumny z drużyny

Paweł Cretti: Jestem dumny z drużyny

Maszyna Pawła Crettiego znów odpaliła i dostarczyła niezapomnianych emocji wszystkim kibicom Pogoni Szczecin. Po raz drugi z rzędu juniorzy starsi mają szansę na wywalczenie tytułu Mistrza Polski. Po ostatnim gwizdku rewanżowego meczu półfinału Centralnej Ligi Juniorów porozmawialiśmy z twórcą tego sukcesu, który niewątpliwie był dumny z postawy swoich podopiecznych. Z trenerem Pawłem Crettim rozmawiał Dawid Zieliński.

Buzowało od emocji w tym spotkaniu, w samej końcówce stadion eksplodował. Ostatecznie osiągamy cel, Pogoń drugi raz z rzędu jest w finale Centralnej Ligi Juniorów.

– Mecz musiał być nerwowy a zdeterminował to wynik pierwszego spotkania. Były bardzo trudne momenty w tym meczu, kilkukrotnie mogliśmy stracić bramkę. Ten mecz musieliśmy najpierw rozegrać w naszych głowach, potrzebna nam była jedna bramka aby przedłużyć nasze nadzieje, dwie aby awansować. Niezależnie czy w pierwszej, czy ostatniej minucie, my wiedzieliśmy, że strzelimy tą bramkę i chciałbym podziękować całej drużynie za to, że wykazali się o wiele większą dojrzałością od drużyny gości, którzy są starszym zespołem.

Było to widać na boisku, fizycznie to łodzianie górowali nad naszymi zawodnikami.

W drużynie z Łodzi jest wielu chłopaków z rocznika ’98. Mają brody jak dojrzali mężczyźni <śmiech>. U nas grają nawet zawodnicy z rocznika 2000. Dwa lata różnicy na tym poziomie rozgrywkowym to jest bardzo dużo i dzisiaj znów mieliśmy tego przykład na boisku.

Te stałe fragmenty gry w defensywie to był najbardziej wrażliwy aspekt, na który uczulał Pan swoich zawodników?

– Jeżeli chodzi o stałe fragmenty gry, to cały mecz pod tym względem miał bardzo dziwny przebieg. Zespół rywala jest bardzo dobry w pojedynkach o górne piłki, sprawiali nam dużo problemów przy swoich ofensywnych stałych fragmentach. Z kolei w defensywie nie są już tacy mocni, dzięki czemu wywalczyliśmy rzut karny, a wcześniej kilkukrotnie stworzyliśmy zagrożenie pod ich bramką. Pracowaliśmy nad rozegraniami, pierwsza czy druga akcja mogła skończyć się bramką. Kluczowe w dzisiejszym meczu było to, aby nie stracić bramki ze stałego fragmentu gry, nie chcieliśmy powtarzać swoich błędów z pierwszego spotkania. Jestem dumny z drużyny, chłopcy zrealizowali plan w stu procentach.

Czy kontuzja Gracjana Jarocha nie pokrzyżowała Pana planów na to spotkanie?

– Niekoniecznie. Gracjan grał w Łodzi całe spotkanie. Nie postawiliśmy w wyjazdowym spotkaniu na Arona Stasiaka, bo w głowie miałem cały czas całokształt tego półfinału, którym jest dwumecz. Aron w wyjazdowym spotkaniu z ławki, więc jeśli przed meczem miałbym brać pod uwagę, kto opuści pierwszy boisko z naszej dwójki napastników, to byłby to Gracjan, który miał większą ilość minut w nogach. Mieliśmy też innych zmienników, którzy w Łodzi grali w podstawowym składzie, a w Szczecinie weszli z ławki. To był zaplanowany manewr. Wymuszona zmiana Gracjana spowodowała jedynie zbyt wczesną zmianę, ale moim zdaniem umiejętne wpuszczanie świeżych zawodników z ławki pozwoliło zachować nam świetne tempo prowadzenia gry.

Pan nie skupia się na tym kto będzie naszym rywalem w finale? Skupiamy się tylko na sobie? (wywiad przeprowadzany w czasie dogrywki drugiego półfinału, w którym ostatecznie zwyciężyła Legia Warszawa pokonując Lecha Poznań 4:2)

– Tak, patrzymy tylko i wyłącznie na siebie, choć z tego co słyszałem to podobno Legia wygrywa w tym momencie. W tym momencie mamy chwilę dla siebie na radość z tego zwycięstwa. Od jutra skupiamy się tylko na finale i zobaczymy co będzie dalej.

Komentowanie wyłączone.

Do góry

Reklama