Home / Newsy / Maciej Ropiejko: “Przeskok był dla mnie szokiem. Do tej pory oglądałem Pogoń z trybun, a zaraz miałem w niej grać”
Maciej Ropiejko: “Przeskok był dla mnie szokiem. Do tej pory oglądałem Pogoń z trybun, a zaraz miałem w niej grać”

Maciej Ropiejko: “Przeskok był dla mnie szokiem. Do tej pory oglądałem Pogoń z trybun, a zaraz miałem w niej grać”

– Bardzo cieszy mnie to, że mogłem pomóc w odbudowie Dumy Pomorza – mówi Maciej Ropiejko. Odświeżając nasz cykl “Pogoń po godzinach” zapraszamy na rozmowę z napastnikiem, który reprezentował granatowo-bordowe barwy w latach 2008-2010. Jest jednym z tych piłkarzy, którzy pomogli dźwignąć Pogoń z kolan. Dzisiaj “Ropiej” szkoli młody piłkarski narybek dla Portowców w Moryniu. Powspominaliśmy stare czasy. Rozmawiał Jan Smoliński.

Maciek Ropiejko. Urodzony w Gryfinie, ale dorosłą piłkę poznałeś w Morzycku Moryń. Dlaczego nie miejscowy Energetyk?

– Gryfino to tylko moje miejsce urodzenia. Dorastałem w pobliskiej wsi Nowe Objezierze, pięć kilometrów od Morynia. Zaczynałem w trampkarzach Morzycka, potem juniorzy i seniorzy. Z kilkoma kolegami, na mecze czy treningi dojeżdżaliśmy rowerami, bez wzgledu na pogodę. Robiliśmy taki dodatkowy trening.

Po okresie w Moryniu przeniosłeś się do Orła. Ten czas był chyba dla Ciebie ważny? Ważny bo dzięki niemu spełniłeś za chwilę swoje marzenie…

– Tak, po kilku sezonach spędzonych w swoim macierzystym klubie przeniosłem się do V- ligowego wówczas Orła Trzcińsko Zdrój. Był to udanym dla mnie okres, strzeliłem kilkanaście bramek i dostałem propozycje testów w Pogoni Szczecin. Można powiedzieć, że marzenie się spełniło.

Po roku w drużynie Orła wziąłeś udział w testach dla młodych zawodników i udało się. Po “Ropieja” zgłosiła się Pogoń Szczecin, odradzająca się wielka marka naszego regionu. Co to dla Ciebie znaczyło?

–  Pogoń grała wtedy w czwartej lidze, a trenerem był Marcin Kaczmarek. Klub organizował test-mecze dla najzdolniejszej młodzieży z regionu. Były to dwa sparingi – pierwszy to gra miedzy wszystkimi testowanymi chłopakami, a drugi to mecz w Świnoujściu z Flota. W obu udało mi się na tyle dobrze zaprezentować, że dostałem propozycję kontraktu. Właściwie to oferta pojawiła się już po pierwszym sparingu. Pamiętam, że czułem się wtedy przeszczęśliwy i zaszczycony, lecz w głębi duszy czułem odrobinę niepewności czy sobie poradzę w takim klubie. W ogóle ten przeskok był dla mnie szokiem – do tej pory oglądałem Pogoń z trybun, a zaraz miałem w niej grać. Ekscytujące przeżycie.

Szybko zacząłeś udowadniać swoją przydatność. Od pierwszego meczu ligowego pokazałeś, że umiesz zachować się w polu karnym. Pamiętasz te początki? Ciężko było Ci wejść do drużyny?

– Pamiętam doskonale. Szczerze to bałem się tego, jak takiego młodego chłopaka przyjmie szatnia, w której swoje miejsce mieli tacy piłkarze jak Paweł Skrzypek, Radosław Biliński czy Tomek Parzy. Był to trochę szok, bo do tej pory oglądałem ich z trybun, a teraz miałem z nimi dzielić szatnię. Na szczęście mój strach był zbędny, bo chłopaki naprawdę dużo mi pomogli. Z treningu na trening było coraz lepiej i myślę ,że nie miałem problemu  z aklimatyzacją. Wiedziałem też, że najlepszym sposobem, aby jak najszybciej wkomponować się  w zespół jest tzw. “sprzedanie” swoich umiejętności w meczach. Takim właśnie meczem był sparing z ówczesnym Mistrzem Polski- Zagłębiem Lubin. Udało mi się pokazać z dobrej strony i strzelić bramkę. Ten sparing naprawdę dużo mi dał, szczególnie jeśli chodzi o pewność siebie. Początki były trudne również jeśli chodzi o znajomość Szczecina. Do Pogoni trafiłem na zimowy okres przygotowawczy. Trenowaliśmy na kilku halach w mieście, a ja jako “świeży szczecinianin” nie znając ulic, spóźniłem się na trzy treningi pod rząd. Początkowo trener Kuras miał nieciekawą minę, ale już za trzecim razem skwitował to uśmiechem. Gdy już poznałem lepiej miasto, to więcej mi się to nie zdarzyło.

Ligę zakończyliście na pierwszym miejscu i graliście w barażach o awans. Waszym rywalem była Zatoka Puck. To chyba nie był łatwy dwumecz? Choć w Pucku wygraliście 1:0, to mieliście świadomość, że to nie są “leszcze”.

Dokładnie wiedzieliśmy, że Zatoka jest mocna, szczególnie u siebie. Wygraliśmy tam 1:0 po bramce Tomka Rydzaka. Takie mecze są ciężkie głównie w sferze psychicznej. Każdy z nas miał świadomość tego, że są to tylko dwa mecze i nie ma możliwości pomyłki, nie mogliśmy sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. Uważam, że my lepiej wytrzymaliśmy próbę nerwów i zasłużenie awansowaliśmy potwierdzając to w meczu u siebie, gdzie wygraliśmy 4:1.

Ostatecznie wygraliście baraże i Pogoń awansowała do II ligi. To było wielkie wydarzenie, radość dla wszystkich związanych z klubem. Podejrzewam, że Wy, jako piłkarze też świętowaliście. Pewnie tamtej nocy szybko nie poszliście spać?

To był dzień z dużą dawką emocji i radości. Noc faktycznie była bardzo długa <śmiech>. Dopiero na drugi dzień dotarło do mnie, co się w ogóle stało, jak spory sukces osiągnęliśmy. Za chwilę jednak przyszła ta świadomość, że to dopiero początek drogi. Bardzo cieszy mnie to, że mogłem pomóc w odbudowie Dumy Pomorza.

Nowy sezon zaczęliście mocno średnio, a po kilku meczach z posadą pożegnał się trener Kuras, którego miejsce zajął Piotr Mandrysz. Wyniki udało się poprawić i na koniec znów świętowaliśmy awans Pogoni. Cała Wasza ekipa zrobiła coś,co rzadko się spotyka – dwa lata i dwa awanse.

Tak pamiętam, że początek mieliśmy po prostu słaby. Na pewno nie był taki jakbyśmy chcieli, graliśmy mocno przeciętnie. Doszło do zmiany trenera i nagle coś “odpaliło”. “Efekt nowej miotły” zadziałał i zaczęliśmy wygrywać. Nie było łatwo awansować, bo wiele drużyn chciało wejść do I ligi. Ostatecznie awansowaliśmy my i MKS Kluczbork. Dwa lata i dwa awanse, to faktycznie niezły wyczyn ale powiem szczerze, że nie mieliśmy innego wyjścia. Musieliśmy awansować!

Który awans był dla Ciebie bardziej wyjątkowy. Tak prywatnie. Teoretycznie wydaje się,że ten drugi, bo byłeś mocnym punktem zespołu i strzelałeś dużo ważnych bramek.

Oba awanse były dla mnie bardzo ważne. Zresztą ja miałem ogromną radość z każdego meczu w koszulce Pogoni. Chociaż nie ukrywam, że może ten drugi awans smakował troszkę lepiej, bo faktycznie strzeliłem kilka ważnych bramek. Nie było tych trafień na pewno tyle ile bym chciał, ale były to istotne gole.

W I lidze zostałeś odstawiony na boczny tor. Nagle z zawodnika, który grał praktycznie od początku do końca, stałeś się “którymś” wyborem. Transfery Moskalewicza, Dziuby czy Prędoty, a do tego kontuzja, odsunęły Cię od pierwszego składu. Taki stan rzeczy pewnie Cię zabolał?

Zabolało i to strasznie mocno. Jednak nie mogę mieć pretensji do kogoś, że miałem kontuzję czy mieć żal do klubu, bo chciał się wzmocnić. Przyszli dobrzy napastnicy, a mnie bolało to, że nie mogłem normalnie przepracować okresu przygotowawczego. Straciłem trzy miesiące i trudno było to wszystko nadrobić. Każdy chciał grać i każdy ciężko pracował na treningach, aby wywalczyć miejsce w pierwszej jedenastce.

Po tym sezonie czułeś już, że Twój czas w Pogoni dobiega końca?

Walczyłem jak mogłem, aby wrócić i grać regularnie. Pracowałem sumiennie na treningach, zarazem ciesząc się, że po kontuzji mogłem łapać ogranie w rezerwach. To wszystko dlatego, że miałem swój cel – chciałem grać w pierwszej jedenastce. Teraz to już historia i gdybanie, że może powinienem zrobić wtedy więcej. Może nie miałem szczęścia, a może gdyby nie ta kontuzja… Ciężko cokolwiek teraz powiedzieć. Walczyłem do końca, ale wiedziałem, że jak nie będę grał i strzelał, to i mój czas w Pogoni dobiegnie końca.

W sezonie 2010/11 na jesień widniałeś jeszcze w kadrze drużyny, ale zagrałeś tylko w jednym meczu PP i kilka minut w dwóch ligowych meczach. Po takiej rundzie decyzja o odejściu do Kotwicy przyszła chyba szybko?

Było bardzo mało tych minut, a ja chciałem grać jak najwięcej. Każdy piłkarz chce grać i się rozwijać. Ze mną było tak samo. Trener Artur Płatek jednak nie widział mnie w zespole i zaproponował wypożyczenie. W zaistniałej sytuacji postanowiłem skorzystać z tej propozycji  i na jesień byłem już w Kołobrzegu.

Muszę zapytać o to, jak wspominasz przygodę w Pogoni. Chyba był to najlepszy moment w Twojej karierze?

– Bezapelacyjnie. To był najlepszy moment w mojej przygodzie z piłką. W Pogoni rozwinąłem się piłkarsko i mentalnie. Wiele zawdzięczam klubowi. Poznałem tu wielu fajnych ludzi, z którymi kontakt utrzymuję do dziś. Wiele radości, awanse, sporo ciekawych i śmiesznych historii. Nauczyłem się ciężkiej pracy i systematyczności. Zawsze będę miło wypominać ten okres.

Teraz, będąc w Moryniu dalej jesteś związany z Pogonią przez PSFS. Możesz coś powiedzieć o tym projekcie?

Teraz widać, że niczego nie można być w życiu pewnym. Już myślałem, że nigdy nie będę miał kontaktu z Pogonią, że zostanie mi tylko kibicowanie i trzymanie kciuków. Rzeczywistość stała się inna. Teraz jako trener, pod szyldem Pogoń Szczecin Football Schools, w Moryniu wraz z trenerem Piotrem Janickim szkolimy młodych Portowców. Jest to akademia piłkarska dla dzieci w wieku od 4 do 15 lat, której patronuje właśnie Pogoń Szczecin. W naszej szkółce jest już ponad 70 dzieci. Myślę, że to spora liczba jak na taki mały Moryń, który liczy niespełna 2 tys. mieszkańców. To pokazuje ile znaczy marka Pogoni i jak dzieci garną się do piłki.

Nie był okazji do tego wcześniej, ale pozwolę sobie w imieniu kibiców podziękować Ci za wkład w odbudowę Pogoni i bramki, które zdobywałeś grając z gryfem na piersi.

Również chciałby podziękować wszystkim kibicom Pogoni, którzy mnie wspierali i kibicowali. Cieszę się, że mogłem tworzyć historię tego klubu i pomóc mu w odbudowie, by wrócił tam gdzie jego miejsce – do Ekstraklasy. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!

foto: Pogoń Szczecin SA

3 komentarze

  1. Zawsze jak mysle ze przydalby sie jakis wywiad lub material z innej Pogoniarskiej beczki to wchodze na ta strone i nigdy sie nie zawiodlem.Fajnie piszecie,aby tak dalej….powodzenia Ropiej!!!

    (1)
  2. Pozdrowienia i podziekowania dla Ropieja w odbudowie naszej Pogoni !!! My pamiętamy !

    (0)
  3. Więcej tego typów materiałów. Fajnie się czyta wywiady z byłymi Portowcami. 🙂

    (5)
Do góry

Reklama