Home / Newsy / Doliczony czas gry: Jaka piękna katastrofa
Doliczony czas gry: Jaka piękna katastrofa

Doliczony czas gry: Jaka piękna katastrofa

Frustracja. Złość. Zrezygnowanie. Obawa. Strach. Brak słów i brak pomysłu co mądrego można napisać. Takie mamy odczucia po wczorajszej wizycie w Lublinie, która zakończyła się szczęśliwie wywalczonym remisem. Podział punktów w starciu z ostatnią drużyną tabeli trzeba traktować jako kolejną porażkę i rozczarowanie. Jest źle i nie za bardzo wiadomo, co dalej począć.

Po wczorajszym meczu spędziliśmy na stadionie jeszcze dwie godziny. Opuszczaliśmy go w momencie, gdy na obiekcie został już tylko ochroniarz, który co jakiś czas zerkał czy już wszyscy sobie poszli. Analizowaliśmy terminarz prawie każdej drużyny z dolnej części tabeli i wnioski były mało optymistyczne. W obecnej formie i przy naszym terminarzu, górna ósemka odjeżdża nam w błyskawicznym tempie. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu trzeba założyć, że siedem aktualnie najlepszych drużyn utrzyma swoje miejsca i na dzisiaj zostaje już tylko jedna pozycja do obsadzenia w grupie mistrzowskiej. A kandydatów kilku.

Zostało pięć spotkań i trzeba natłuc być może jeszcze nawet z 10 punktów. A przed nami Jagiellonia, Legia, Lechia, do tego świetny wiosną Ruch i nieobliczalna Arka Gdynia. Wydaje się, że w tej chwili to niemożliwe i debiut w grupie spadkowej staje się coraz bardziej realny. To będzie dla nas zupełnie nowa, smutna rzeczywistość i w przypadku ewentualnej konieczności grania o utrzymanie, właśnie tego efektu nowości boimy się najbardziej. W większości zmierzymy się z drużynami zaprawionymi w bojach o utrzymanie, które mają już doświadczenie wychodzenia z takich opresji obronną ręką. A pobudka w grupie spadkowej może być bardzo bolesna. O czym przekonało się rok temu Podbeskidzie Bielsko-Biała.

Nasi piłkarze nie za bardzo wiedzą co się dzieje. Widać, że zespół jest przybity. Adam Frączczak wczoraj w strefie mix-zone wyglądał jak zdjęty z krzyża, inni zawodnicy też byli mocno podłamani. Dlatego nie pokusiłbym się o promowane ostatnio stwierdzenie, że brakuje im ambicji. Problem leży raczej gdzie indziej (tylko gdzie?). Z Rafała Murawskiego aż kipiała frustracja, gdy Niepsuj przysnął przy wyrównującej bramce dla Górnika. Wielkiego szczęścia nie było widać nawet po drugim trafieniu autorstwa Spasa Deleva. Sam trochę przysnąłem i musiałem dopytać kolegów czy bramka faktycznie padła, bo radość była nieco stłumiona. Myślałem: spalony, boczna siatka?

Ból i rozczarowanie jest tym większe, że balon przed rundą wiosenną został napompowany bardzo mocno. Sami byliśmy optymistami i tym optymizmem staraliśmy się zarażać. Bo o ile zapowiedzi o Pucharze Polski i trzecim miejsce w lidze traktowaliśmy z dystansem i przymrużeniem oka, o tyle wiele innych czynników wskazywało na to, że ta wiosna w końcu nie będzie pasmem rozczarowań. Można było mieć delikatne zastrzeżenia co do polityki kadrowej, ale wszystko wyglądało tak, że jest stabilny szkielet, są nogi, są ręce. Wyniki w sparingach? Świetne. Wiadomo, że z gier kontrolnych nie można wyciągać nie wiadomo jakich wniosków, ale trudno było nie cieszyć się np. z łatwego opędzlowania mistrzów Rumunii. I to nawet jeśli sędziowie mocno w normalnym graniu przeszkadzali. Wszystko wyglądało bardzo przyzwoicie, a sam trener Kazimierz Moskal był wyjątkowo optymistycznie nastawiony. Takiego go jeszcze nie widzieliśmy. Ale tej pewności nie nazwalibyśmy pychą. Sprawiał wrażenie gościa, który ma wszystko pod kontrolą i po prostu wie, że wiosną będzie okej. Nas wtedy przekonał. A, że żyjemy Pogonią 24/7 i niczego nie pragniemy tak bardzo jak wielkiej drużyny, to oczekiwania były duże. Chcemy sukcesu i pełnych trybun, natomiast znowu mamy spieprzoną wiosnę.

Do tego doszła druga połowa meczu z Piastem Gliwice, gdzie naprawdę zobaczyliśmy ofensywną drużynę, która totalnie zdominowała rywala i transfer Nadira Ciftciego, który – przyznacie – wyglądał na papierze bardzo obiecująco. Teraz macie prawo wytykać nam, że przyjście Turka było tak mocno grzane i zachwyty były jeszcze przed pierwszym kopnięciem piłki, ale chyba i większość z was pokiwała głową z uznaniem, gdy przeczytała, że taki zawodnik tutaj przyjdzie. A Mate Tsintsadze? Przecież z Piastem Gliwice był jednym z najlepszych na placu. Zagrywał świetne prostopadłe piłki i wydawało się, że może być tylko lepiej. Tymczasem później już w ogóle nie pokazał tego atutu. To jest dla nas mega zagadka. Oczywiście z jednej strony ocena jego debiutu mogła być trochę za bardzo huraoptymistyczna, ale każdy był pewien, że skoro tak zaczyna, to szybko wskoczy na wyższy poziom. Poza tym trzeba pamiętać, że my w Szczecinie często w małych rzeczach staramy się szukać wielkich sukcesów. Z reguły nieświadomie. Przede wszystkim z powodu tęsknoty za pierwszym trofeum w historii. W przyszłym roku Pogoni stuknie 70 lat. Jesteśmy ciekawi, jaki plan będzie miał klub, żeby ten okrągły jubileusz zwieńczyć jakimś sukcesem.

Reasumując. Najbardziej boli bezsilność. Bo nie wiemy – co jest przyczyną tak dużej rozsypki i nie wiemy co będzie dalej. Winnych wskazywać jest łatwo, a rozliczanie na forach już trwa: prezes, dyrektor, piłkarze. Ciekawe jaki procent zaufania ma teraz u prezesa Jarosława Mroczka Moskal i czy nadal to jest 120 procent. Z jednej strony trudno wyobrazić sobie lepszy moment na zmianę szkoleniowca niż przerwa na reprezentację po Jagiellonii, ale z drugiej strony nie wiadomo, czy to po stronie szkoleniowca leży wina aktualnego stanu rzeczy. Wczoraj wyjściowy skład wystawił chyba optymalny, ale totalnie nie rozumieliśmy zmian i tego, że nie zdjął wcześniej Jarka Fojuta. WSZYSCY założyliśmy, że on tego meczu nie dogra do końca. Fajnie, że pojechał Sebastian Kowalczyk. Uraz Korta wydawał się idealną opcją, żeby dać mu zadebiutować. A tak, znowu zaliczył wycieczkę.

Co teraz? Apelujemy, żeby przyjść w sobotę na stadion. Skoro nie przełamaliśmy się na terenie outsidera, to może uda się w meczu z… liderem tabeli. Przecież nasza Ekstraklasa już niejednokrotnie fundowała nam takie niespodzianki. A gdyby się udało zatrzymać rewelacyjnych białostoczan, to – no cóż, znowu nasz optymizm – może byłoby to nowe otwarcie i szansa na uratowanie sezonu.

5 komentarzy

  1. Bardzo wyważony tekst który obiektywnie pokazuje co się dzieje w drużynie , ja również widziałem chęci do gry i to w obu połowach nie tak jak z Wisłą Płock . Szczerze to wydaje mi się że po porażkach z Lechem drużyna straciła pewność siebie , wkradł się chaos już niema spokojnego wyprowadzania piłki od obrony gdzie piłka wędrowała od nogi do nogi jak po sznurku . Szczególnie Rudol wybija piłki na oślep i rzadko które jego podanie jest celne , Niepsuj to jeszcze niestety nie ten poziom , może brakuje jemu ogrania ale w naszej sytuacji chyba niema na to czasu . Sam się dziwiłem dlaczego za Korcika nie wszedł Kowalczyk wydawał się idealnym zmiennikiem wniósłby dużo świeżości bo ten chłopak zostawia serce na boisku , chyba zabrakło trenerowi odwagi a szkoda .
    Mateusz serce się raduje że mamy jeszcze tak rozsądnie myślących redaktorów którzy wspierają klub i starają się zarazić optymizmem kibiców żeby w tych ostatnich meczach ponieść głośnym dopingiem naszych piłkarzy do zwycięstwa . Płacz i hejt nie pomoże , pokażmy że jesteśmy prawdziwymi kibicami że Pogoń mamy w sercu z Jagą tylko doping od pierwszej minuty niech piłkarze czują że jesteśmy z nimi !

    (8)
  2. Nie wygraliśmy z outsiderem ale znając życie to możliwe jest, ze pokonamy Jagiellonię. Wszak to tylko Ekstraklasa, a Jaga to nie Chelsea, że na tym etapie ma 10 punktów przewagi nad wiceliderem, co nie znaczy, że wykonali kawał dobrej roboty w przeciwieństwie do nas. W Białymstoku wszystko sprawnie funkcjonuje, nasi włodarze powinni brać przykład i zarządzać klubem tak, jak robią to ogarnięci ludzie w Białymstoku. W stolicy Podlasia, nawet chłopcy do podawania piłek są częścią zespołu………… to się nazywa profesjonalizm.

    (5)
  3. Bardzo poprawny “politycznie” tekst.
    Wywiad tv na ofi z AF9 wcale mnie nie przekonał że był wkurzony czy załamany zupełnie inne odniosłem wrażenie.
    Ten sezon pokazuje jakie mam ogromne braki jak mały jest poziom rywalizacji w drużynie jak pewnie czuje się część zawodników.

    (5)
    • Po takim meczu niema czasu na płacz czy rozpamiętywanie straconych okazji , AF9 już nie raz udowodnił jak silną ma psychikę o tym meczu trzeba zapomnieć ! Ja też byłem wkurzony że nie wykorzystał dogodnych sytuacji ale napastnik tak ma że zanim dostanie piłkę w polu karnym to już ma zakodowaną myśl co z nią zrobić , potem okazuje się że zamiast kiwać na piątym metrze wystarczyło walnąć z czuba i Prusak nie miałby żadnych szans na reakcję . W dzisiejszej sytuacji powinniśmy wspierać każdego zawodnika , zapomnieć o hejcie tylko w ten sposób pomożemy im wrócić do lepszej formy .

      (-1)
  4. Tekst oddający co się dzieje z naszą Pogonią. Pozostaje wiara w zwycięstwa i awans do pierwszej ósemki.

    (1)

Skomentuj

Twój adres email nie będzie opublikowany. Required fields are marked *

*

Do góry

Reklama