Home / Newsy / Pogoń po godzinach: „Jestem stąd. Kibicowsko Pogoń Szczecin zawsze będzie w moim sercu”
Pogoń po godzinach: „Jestem stąd. Kibicowsko Pogoń Szczecin zawsze będzie w moim sercu”

Pogoń po godzinach: „Jestem stąd. Kibicowsko Pogoń Szczecin zawsze będzie w moim sercu”

– Pierwszy raz na stadion przyszedłem, gdy miałem 3 lata. Dzisiaj nie wyobrażam sobie gry dla innego klubu niż Pogoń Szczecin – mówi kolejny bohater cyklu „Pogoń po godzinach” Sebastian Kowalczyk. Utalentowany zawodnik zdobył wicemistrzostwo Polski juniorów starszych i był wyróżniającą się postacią drużyny Pawła Crettiego.

Jest taka przyśpiewka „granatowo-bordowy świat, w naszych głowach od najmłodszych lat”. U Sebastiana Kowalczyka miłość do Pogoni była już w dzieciństwie?

– Tak, oczywiście. Pierwszy raz na stadion przyszedłem, gdy miałem 3 lata. Tata postanowił, że wybierzemy się na stadion.

Pamiętasz z kim Pogoń wtedy się mierzyła?

– Meczu za dobrze nie pamiętam, usiedliśmy wtedy na 12 sektorze, więc w popularnym „młynie”. Na trybunach działo się sporo, były race, głośny doping. Ja z racji tego, że byłem małym dzieckiem, po prostu wystraszyłem się i zacząłem płakać <śmiech>. Od najmłodszych lat mój tata i dziadek zabierali mnie na stadion, dbali o to, abym związał się emocjonalnie z klubem. Żyłem Pogonią.

Każdy mały chłopiec na początku swojej przygody z piłką, podpatruje gwiazdy światowego formatu. Którego zawodnika naśladowałeś na boiskach pod blokiem?

– Zdecydowanie był to Ronaldinho. Piłkarz nie z tej ziemi. Wątpię, by kiedyś ktoś dorównał mu w tych umiejętnościach, które on prezentował na boisku. Potrafił jednym zwodem poradzić sobie z całym blokiem defensywnym rywala. Od dziecka oglądałem również poczynania Realu Madryt, tak zostało do tej pory. Z obecnie grających piłkarzy, od których staram się czerpać dużo wiedzy jest Isco, pomocnik „Królewskich”. Jest to zawodnik, który występuje na tej samej pozycji, co ja. Bardzo podziwiam jego grę.

Nie masz wrażenia, że w obecnej kadrze Realu jest to zapomniany zawodnik?

– Rzeczywiście, gdzieś tych minut na boisku mu brakuje. Pamiętam go jeszcze z gry w Maladze, kiedy pokazał całej Europie na co go stać. W Realu wiele razy udowadniał swoją wartość. Wiem jakiej klasy jest to zawodnik, szkoda tylko, że obecnie dostaje mało szans na pokazanie się.

A kto był twoim autorytetem z piłkarzy, którzy reprezentowali, bądź reprezentują nadal Pogoń?

– Był to Edi Andradina, który obecnie jest moim trenerem <śmiech>. Od małego dzieciaka uwielbiałem patrzeć na grę trenera, jest to osoba, od której dużo można się nauczyć. Technika, jaką posiada do tej pory mówi sama za siebie. Mimo tego, że już zakończył karierę piłkarską, to na naszych treningach dalej jest najlepszym technicznie zawodnikiem <śmiech>.

Kilkukrotnie miałeś przyjemność pojawiać się na treningach pierwszej drużyny. Kogo najbardziej podpatrywałeś na zajęciach?

– Oczywiście, że kapitana – Rafała Murawskiego. Jest to piłkarz, który gra w środku pola, czyli na pozycji, na której ja również występuje. Zawodnik, który ma ogromny bagaż doświadczenia,  więc można wiele nauczyć się przebywając w jego otoczeniu na treningu. Widać, jaką różnicę robi ten zawodnik w Pogoni. Widać jego wkład w grę całego zespołu.

Ty przechodziłeś i nadal przechodzisz wszystkie szczeble akademii Pogoni Szczecin. Cieszysz się, że zostałeś tak jakby, kolejnym „produktem” Pogoni? Ostatnie lata pokazują na przykładzie Łukasza Zwolińskiego czy Dawida Korta, że nasi wychowankowie umieją radzić sobie na tym najwyższym szczeblu – w Ekstraklasie.

– Pierwsze sześć lat swojej przygody z piłką spędziłem w Salosie Szczecin, dopiero gdy trener Łęczyński przeszedł do Pogoni dostałem propozycję przeniesienia swoich umiejętności do Pogoni. Wraz z rodzicami nie wahaliśmy się nad tą decyzją, uzgodniliśmy, że tak będzie najlepiej. Pogoń to marka znana w całej Polsce. Salos to mały klub, ale pamiętam gdzie zaczynałem swoją drogę i zawsze ten Salos w moim sercu będzie miał miejsce. Ja jestem dumny, że mogę reprezentować Pogoń, jest to klub, który mam głęboko w sercu, któremu od najmłodszych lat byłem oddany w stu procentach i ciężko byłoby mi teraz odejść do innego klubu, ponieważ to przywiązanie do Szczecina cały czas jest i nie wyobrażam sobie grać w innym klubie niż Pogoń.

Bardzo ucieszyłeś się z faktu, że Salos wywalczył awans do Centralnej Ligii Juniorów?

– Byłem na pierwszym meczu barażowym w Szczecinie, gdzie końcowy wynik brzmiał 3:3. To stawiało przed rewanżem w lepszej sytuacji Chemika Bydgoszcz. Jak tylko dowiedziałem się, że w drugim spotkaniu Salos wygrał 2:1, to bardzo się ucieszyłem. Fajnie, że uzyskali awans, dzięki czemu będziemy mogli oglądać derby Szczecina. Salos długo czekał na taki sukces, zasłużyli na to.

Ty nie jesteś wysokim zawodnikiem, nie ma co ukrywać. Trenerzy od zawsze kładli nacisk na Twoje wyszkolenie techniczne, abyś mógł poradzić sobie z lepiej zbudowanymi rywalami? Trzeba powiedzieć, że piłka przy nodze Ci nie przeszkadza.

– Tak, od zawsze byłem jednym z najniższych w drużynie <śmiech>. Od zawsze liczyło się to, jak prowadzisz piłkę i ją podajesz. Pamiętam, przez pierwsze dwa lata w gimnazjum byłem bardzo zły na swoją posturę, nie mogłem „holować” piłki, musiałem grać szybko, najczęściej na dwa kontakty. Teraz to procentuje w spotkaniach, często staram się ubiegać swoich rywali, być od nich szybszym, sprytniejszym. Pracuje również nad swoją posturą, spędzam sporo czasu na siłowni. W zawodzie piłkarza od najmłodszych lat musisz nad sobą pracować, by nie odstawać i nie odbijać się od innych.

Jak oceniasz naszą klubową akademi, to jak ona wygląda, jak pracują trenerzy? Cały czas to wszystko się rozwija, ponieważ jeszcze kilka lat temu chyba nie było o nas wcale głośno w kwestii szkolenia młodzieży. Teraz wszystko się zmienia, na lepsze.

– Przez ostatnie kilka lat klub zrobił w tym aspekcie duży krok do przodu. Szczecin ma bardzo dużo dobrych trenerów w akademii Pogoni, którzy mają bardzo duże pojęcie o piłce i szkoleniu młodzieży. Jeżeli chodzi o cały kraj, to nie mamy się czego wstydzić. Patrząc też przez pryzmat obiektów, które mamy dostępne do treningu, tyle boisk wokół stadionu ma niewiele klubów. Trenerzy bardzo dużo nam pomagają, przekazują nam sporo informacji, które przydają nam się w spotkaniach. Wydaje mi się, że o Pogoni w aspekcie szkoleniowym może być tylko głośniej.

Ty masz sporo znajomych w Legii, czy Lechu. Ich spojrzenie na Pogoń przez ostatnie lata zmieniło się? Udowodniliście swoją siłę w poprzednim sezonie.

– Mam wielu znajomych w tych klubach, między innymi z reprezentacji Polski. Wydaje mi się, że te topowe podchodzą do nas z dużym respektem. Wiadomo, że kiedyś liczyła się tylko walka pomiędzy Legią i Lechem, w poprzednim sezonie pokazaliśmy jednak, że nie będziemy stać i przyglądać się tej walce. To nas się mają bać, a nie my ich. Zrobiło się o nas dosyć głośno w kraju, ludzie zauważyli i docenili naszą pracę. Jestem przekonany, że Pogoń na dobre zagości do czołówki najlepszych drużyn w Polsce.

Porozmawiajmy teraz właśnie o tym sezonie, który już jest za nami. Wielki sezon zakończony wicemistrzostwem Polski, to wspaniałe osiągnięcie. W Was chyba jednak siedzi ta złość, że złoto było na wyciągnięcie ręki.

– Są dwie strony medalu naszego wicemistrzostwa. Jedni powtarzają, że jest to bardzo duży sukces, że trzeba się z niego cieszyć, ponieważ dawno czegoś takiego nie było. Z drugiej strony jest ogromny niedosyt i żal, zaszliśmy tak daleko, a jednak czegoś brakowało by na sam koniec podnieść ten wspaniały puchar. Wygrywając 2:0 w Warszawie nie powinniśmy dać sobie wyrwać złotych medali, nie na własnym terenie. Wydaje mi się, że zostawiliśmy bardzo dużo zdrowia na boisku. Daliśmy z siebie maksimum. Być może o losach tego spotkania przesądziły detale, słabszy dzień naszego całego zespołu albo decyzje sędziego. Nie ma co ukrywać, że parę razy podejmował niesłuszne decyzje. Nie chcę zganiać tej porażki na arbitra, bo nie o to tutaj chodzi. Z perspektywy czasu, każdy nazywa to wicemistrzostwo sukcesem, mimo wszystko chcieliśmy ten sezon zwieńczyć mistrzostwem, nie srebrnymi medalami. Nie udało się, nikt nie siedzi i nie rozpacza. W życiu trzeba stawiać sobie kolejne cele i dumnie patrzeć naprzód.

Puchary

Srebrny medal wisi gdzieś w domu, w jakimś honorowym miejscu?

– Nie, u mnie w domu nie ma tego medalu. Po meczu oddałem go swojej dziewczynie, choć nie ukrywam, że kiedyś u mnie w domu zawiśnie <śmiech>

Gdy zaczynał się ten sezon, to chyba tylko Michał Bartnicki ze strony oficjalnej, którego serdecznie pozdrawiamy, interesował się losami Waszej drużyny. Robił materiały z Waszych spotkań i tak dalej. Ogólnie na początku Waszej drogi kibiców mało interesowało, co się dzieje w rozgrywkach juniorskich. Oczy wszystkich były zwrócone na ekstraklasowe boiska. Wy po cichu robiliście swoje czego efektem jest końcowy sukces.

– Tak, na początku jeździł z nami Michał, jesteśmy mu wdzięczni, że poświęcał swój czas dla nas i robił materiały na oficjalną stronę klubową. Wydaje mi się, że mało osób wierzyło w to, że możemy osiągnąć sukces. Przed sezonem na zgrupowaniu w Mogilnie słowo „sukces” padało od początku. Wiedzieliśmy o co gramy, nikt z nas nie zakładał, że możemy szybko zakończyć rywalizację o mistrzostwo Polski. Postawiliśmy sobie wysoko poprzeczkę i nawet na moment nie zwątpiliśmy w to, że nie uda nam się jej przeskoczyć. Ilość kibiców, która przyszła na finał, to było coś wspaniałego. Pierwszy raz w życiu grałem przy tak licznej publiczności. Byłem dumny z tego, że w tym momencie miałem koszulkę Pogoni na sobie.

CLJ

Poczuliście trochę tą seniorską piłkę, wprawdzie nie na boisku, lecz właśnie na trybunach. Taka frekwencja czasami nie zdarza się nawet na meczach Ekstraklasy.

– Kibiców było bardzo dużo. Wspaniałe uczucie, to moment w którym strzeliliśmy bramkę. Cały stadion eksplodował, a my cieszyliśmy się wraz z kibicami. Nie zapomnę tego do końca swojego życia. Chwała im za to, że przyszli nas dopingować, że zrobili oprawę. Poczuliśmy się docenieni, jedynie jest nam przykro z tego powodu, że przegraliśmy ten finał.

CLJ piro

W klubowych kulisach, które wypuściła klubowa telewizja było widać, że wraz z tymi świetnymi wynikami, rosła atmosfera w szatni. Stworzyliście piłkarską rodzinę. Mimo, że opaskę nosi Patryk Adamczuk, to Ty również jesteś ważną osobą w drużynie. Motywujesz kolegów do ciężkiej pracy, do zwycięstwa. Patrząc na Ciebie, wiele osób widzi wielką ambicję. Wiesz, że nie możesz przegrać meczu, bo gra w tych barwach to coś więcej.

– Stworzyliśmy naprawdę świetną atmosferę. Od obozu w Mogilnie, gdzie na dobrą sprawę wszyscy się poznawaliśmy, ponieważ nie byliśmy tą samą drużyną cały czas, jedni odchodzili, w ich miejsce pojawiali się nowi zawodnicy. Jedni grali w swoim roczniku, drudzy gdzieś wyżej. Nie było zgrzytów w drużynie, nie było żadnych podziałów. Wszyscy trzymaliśmy się razem. Zdanie Patryka w szatni było najważniejsze. To on był kapitanem, przywódcą całej drużyny. Każdy się liczył z jego słowami. Ja też starałem się pomagać chłopakom, motywowałem ich, cały czas nakręcałem atmosferę. To były już mecze finałowe, trzeba było dać z siebie wszystko. Stanęliśmy na wysokości zadania. Najważniejsze jest to, jak wygląda cały zespół na boisku i wydaje mi się, że kibice mogli być zadowoleni z naszej gry.

Do Waszej drużyny dość późno dołączył Kuba Piotrowski, Marcin Listkowski i Michał Walski. Nie baliście się, że zaburzy to równowagę w drużynie. Musieliście na nowo wprowadzać schematy gry?

– Kuba i Marcin dołączyli do nas najpóźniej, wcześniej grał już z nami Michał, który miał trochę więcej występów w naszej drużynie niż pozostała dwójka. Znamy się ze szkoły, znamy się z klubu. Ja z Marcinem przyjaźnię się od samego początku, gdy tylko przyjechał do Szczecina, ponieważ znaliśmy się już dużo wcześniej. Wiedzieliśmy na co ich stać, oni wiedzieli jak my gramy. Nie było żadnych podziałów, żadnego wywyższania się. Chłopacy zeszli z pierwszej drużyny i nie mieli z tym żadnego problemu. Na treningach wszyscy pracowali tak samo ciężko i wydaje mi się, że było widać kolektyw, który stworzyliśmy. Ich przyjście spowodowało, że ta gra wyglądała jeszcze lepiej.

Przed jednym ze spotkań, trener puścił wam film motywacyjny. Był to dosyć nietypowy film, w którym wasze rodziny zagrzewały Was do walki. Chciałem zapytać się, kto najbardziej wspiera Cię w twojej przygodzie z piłką. Na trybunach często można zauważyć Twoją dziewczynę. Czy Ona i Twoi rodzice są takim motorem napędowym i dużą dawką wsparcia? Wiadomo, że w tym zawodzie jest sporo dobrych chwil, ale przychodzą również te złe.

– Nie mam zbyt wielkiej rodziny, ale myślę, że wszyscy starają się mnie wspierać. Wiadomo, że najbliżsi robią to najlepiej. Gdy wracam do domu po nieudanym meczu, to nigdy nie ma tej przysłowiowej gbury, tylko rodzice zawsze dodają otuchy, wspierają mnie jak tylko potrafią. Moim największym napędem jest moja dziewczyna, moi rodzice, brat i moje dwie babcie. To oni zawsze wspierają mnie w tym, co robię. Moja dziewczyna zawsze stara się mnie zmotywować i dodać dużo otuchy. Wspiera mnie w tych dobrych, jak i w tych złych momentach. Tak samo rodzice, zawsze byli przy mnie i to się nie zmieni. Najbliższe mi osoby wiedzą ile znaczy dla mnie piłka i zawsze mogę liczyć na ich pomoc. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

Oddanie swojej dziewczynie tego srebrnego medalu, miał być wyrazem podziękowania za to, że jest przy tobie na dobre i na złe?

– Oczywiście. Była przy mnie w każdym momencie, i w tych dobrych chwilach i w tych złych. Jeżeli można tak to nazwać, to tak, był to wyraz podziękowania za to, że pomimo swoich obowiązków i swoich zainteresowań zawsze potrafiła znaleźć dla mnie czas i zawsze miałem w niej wsparcie.

Tą seniorską piłkę mogliście zaobserwować także z punktu medialnego. Finałowe spotkania z Legią cieszyły się dużym zainteresowaniem mediów. Konferencja prasowa zorganizowana w klubie, transmisja spotkań, które przeprowadził portal ŁączyNasPiłka.pl, sporo wywiadów. To nakładało na Was dodatkową presję, czy jednak trzymaliście to gdzieś na uboczu, nie zaprzątaliście sobie tym głowy?

– Każdy gdzieś tam spoglądał na to, co media o nas piszą. Nie da się być zupełnie wyłączony od świata. Czuliśmy, że ten balonik jest cały czas pompowany, ale nie robiło to na nas wrażenia. Mieliśmy przed sobą jeden cel – Mistrzostwo Polski. Nikomu z nas nogi się nie ugięły, poczuliśmy na własnej skórze jak medialna może być seniorska piłka. Dziękujemy za tą medialną otoczkę wokół nas, za konferencję, kulisy. To jeszcze bardziej nas uskrzydlało i pokazywało nam, jak daleko zaszliśmy.

konfa

Jaką osobą jest trener Cretti? Patrząc na niego, odnosi się wrażenie, że jest to człowiek który, wierzy w swój zespół i wie, że może grać z nim o najwyższe cele.

– Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności pracować z takim trenerem, jakim jest trener Cretti. Nie zdarzyło mi się pracować z nikim, kto byłby chociaż w dziesięciu procentach do niego podobny. Jakiegokolwiek problemu byśmy nie mieli to on zawsze był po naszej stronie. Wszystko potrafił wytłumaczyć słowami, na spokojnie. Nigdy nie było u nas w szatni napiętej atmosfery, jakiś zgrzytów na linii trener – zawodnik. Był czas na pracę, ale i czas na żarty. Trener Paweł jest takim człowiekiem, który zamiast krzyczeć i wyładowywać tą energię na nas, wolał na spokojnie wszystko wytłumaczyć. Nawet gdy my nie zachowywaliśmy się tak, jak powinniśmy to on to rozumiał i nie miał nam nigdy nic za złe, wręcz przeciwnie, zawsze mieliśmy wspólny język. Owocem tego wszystkiego było to, że przy mogliśmy zagrać o Mistrzostwo Polski przy sześciu tysiącach kibiców zgromadzonych na stadionie.

Wybrzmiał ostatni gwizdek finałowego spotkania. Powodów do radości nie było, ale nie było też rozgoryczenia. Legia wygrała, cieszyła się, lecz ważniejsze jest to, jak zachowali się kibice, którzy zeszli na murawę, podziękować Wam. Za to, że mogli przeżyć tak piękne chwile, że Pogoń miała szansę grać o Mistrzostwo Polski. Takie obrazki zostają w głowie do końca życia.

– Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że kibice zejdą na murawę. Po meczu płakałem, miałem głowę schowaną w koszulce i gdy tylko spojrzałem na boisko to zobaczyłem na nim setki ludzi, którzy podchodzili do nas, bili nam brawo, pomimo tego, że przecież przed chwilą przegraliśmy spotkanie wynikiem 5:2. Wspierali nas, mówili, że są z nas dumni, śpiewali przyśpiewki i nie było żadnego żalu do nas, że nie udało nam się wygrać. Motywowali nas, kazali wysoko podnieść głowę. Wróciliśmy do szatni i wszyscy byliśmy w szoku, rozmawialiśmy na ten temat między sobą i nikt nie dowierzał, że kibice tak zachowają się wobec nas. Ja bardzo się z tego cieszę i jestem dumny z naszych kibiców. Takie relacje na linii zawodnik – kibic są bardzo ważne.

Kibice na murawie

To są piękne chwile szczególnie dla takiego zawodnika jak ty, wychowanka, który ma klub w sercu.

– Dla mnie, jako chłopaka ze Szczecina bardzo ważne są relacje z kibicami. Niby jest to sprawa drugorzędna, bo najważniejsza jest piłka i mecz, ale gdy schodzi się z boiska i słyszy się swoje nazwisko, które skandują kibice to jest to wielkie wyróżnienie i wiem, że kibice doceniają naszą pracę.

Trener Cretti po tym spotkaniu powiedział bardzo mądre słowa: „Dzisiaj jest smutek, ale za jakiś czas dotrze do nas, jaki sukces osiągnęliśmy w tym sezonie”. Światła zgasły, wszyscy poszli do domu, stadion opustoszał. Ale to, jak zostaliście docenieni przez kibiców nie tylko Pogoni, ale też innych ludzi z całego kraju pokazuje, jak kapitalną robotę wykonaliście w poprzednim sezonie.

– Wiadomo, na boisku były chwilę rozpaczy, niedowierzania. Nie czuliśmy się z tym dobrze, przegraliśmy finał, nikt nawet nie pisał tak czarnego scenariusza. Z biegiem czasu zaczęliśmy doceniać to, co osiągnęliśmy. Jesteśmy ambitnymi osobami, każdy z nas ma ten niesmak po tym spotkaniu. Czy patrzyły na nas inne kluby z całej Polski? Wydaje mi się, że tak. Zainteresowanie tym finałem było dosyć sporę. Koledzy dostawali zapytania, zaproszenia na testy. Osobiście ciężko byłoby mi opuścić Szczecin i grać dla innego klubu w Polsce. Jeżeli jednak będzie taka sytuacja i władze Pogoni nie będą widziały mnie w swoich planach to będę musiał szukać innego klubu. Piłka nożna to moja praca, kibicowsko zawsze będę oddany Pogoni Szczecin. To tutaj się wychowałem i Szczecin jest moim miastem. Gdziekolwiek bym nie był, nawet na końcu świata to zawsze będę z dumą mówił o Pogoni.

Wybiegając w przyszłość i być może zdarzy się tak, że będą jakieś ruchy transferowe z Twoim udziałem. Ty stawiasz jeden warunek: Pogoń Szczecin zawsze ma pierwszeństwo w rozmowach z Tobą, jeżeli zaoferowałaby nowy kontrakt?

– Tutaj się wychowałem, spędziłem najlepsze lata. W tym roku kończę 18 lat. Jest to już taki wiek, w którym chciałoby się grać już w seniorskiej piłce. Mam nadzieje, że nie będę musiał szukać sobie innego klubu. Nie chcę gdybać i wybiegać w przyszłość. Szczecin jest moim domem, Pogoń moim życiem. Jeżeli miałbym zmieniać klub, to wydaje mi się, że byłby to kierunek zagraniczny niż Polski.

Tobie został ostatni rok ważności kontraktu. Dostajesz informację od klubu, że władze Pogoni będą rozmawiać z tobą w sprawie nowej umowy? 

– Żadnych konkretnych rozmów jeszcze nie było. Na razie były tam jakieś wstępne pogadanki, ale na razie chciałbym się skupić na przygotowaniach do najbliższego sezonu i nie myślę o tych sprawach pozaboiskowych. Jeżeli obronię się swoją grą i swoją postawą na boisku, to na pewno władze klubu będą chciały mnie zatrzymać.

Te pytania o kontrakt nie są bezpodstawne. Nie tak dawno w podobnej sytuacji znalazł się Kamil Wojtkowski, który ostatecznie nie podpisał umowy z Pogonią i kontynuuję swoją przygodę z piłką w Lipsku. Myślę, że Pogoń drugi raz nie może pozwolić sobie na utratę dobrze prosperującego zawodnika.

– Kamil dostał szansę gry w Ekstraklasie. Widział na jakim poziomie to wszystko wygląda. Wydaje mi się, że odszedł, ponieważ nasza liga jest bardzo siłowa. Trudno gra się młodemu, filigranowemu zawodnikowi w takiej lidze. Nie znam dokładnych powodów, dla których Kamil odszedł. Nie jest to moja sprawa, ale wydaje mi się, że jeżeli zawodnik czuje potrzebę zmiany otoczenia to on podejmie swoją decyzję i jego wybór trzeba uszanować.

Patrząc na Waszą srebrną drużynę, to najważniejszymi ogniwami byłeś Ty i Gracjan Jaroch. Gdzieś pojawiały się przesłanki, że być może rozpoczniecie przygotowania z pierwszym zespołem? Ostatecznie trener Moskal nie zaprosił Was do współpracy. Liczyliście na to, że chociaż jeden zawodnik z Waszej drużyny znajdzie się w kadrze pierwszego zespołu?

– Każdy młody zawodnik po cichu liczy na powołanie, na styczność z zawodnikami z Ekstraklasy. Osobiście liczyłem na to, że takie zaproszenie dostanę i nie będę tego ukrywał. Było to dla mnie bardzo ważne. To jest decyzja trenera i nie mam do nikogo żadnych pretensji. Przygotowuję się do sezonu z rezerwami i skupiam się tylko na tym, aby dobrze rozpocząć nadchodzący sezon w III lidze.

Ty rozpoczniesz granie w nieco innej, niż jeszcze do niedawna III lidze. Wymagający rywale, m.in rezerwy Lecha Poznań. To na początek seniorskiej piłki dobre przetarcie.

– Po tej reformie III liga jest o wiele silniejsza. Miałem okazję już kilkukrotnie grać w III lidze bałtyckiej w poprzednich sezonach, gdy zespół prowadził trener Gołubowski i trener Sikora. Jest to wymagająca liga, szczególnie pod względem fizycznym. Na boisku jest dużo walki i siłowych starć z przeciwnikami. Jeżeli uda mi się wywalczyć skład w tej III lidze i regularnie tam grać, to będę z tego bardzo zadowolony. Jest to kolejne wyzwanie i cel, który sobie postawiłem. Mam nadzieje, że na koniec sezonu z czystym sumieniem będę mógł odhaczyć ten cel, jako zrealizowany i wyznaczyć kolejny.

Cms64GDXYAETdUz

Kolejnym celem jaki będzie na liście Sebastiana Kowalczyka, to wdarcie się do pierwszego zespołu, na boiska Ekstraklasy.

– No tak, kiedyś to było marzenie, które z czasem zamieniło się w cel. Nieustannie dążę do tego. Nie chciałbym zadebiutować w pierwszym zespole, a później zniknąć, grając na wypożyczeniach. Podchodzę do tego z chłodną głową i czekam na swoją szansę, jeżeli taka ma się nadarzyć to prędzej czy później nadarzy się ku temu okazja. Żeby wskoczyć do pierwszego zespołu trzeba dużo z siebie dać i nie ma tam przypadkowych ludzi. Jeżeli miałbym tam już iść, to chcę tam zostać na stałe a nie tylko na chwilową przygodę.

Porozmawiajmy teraz o programie „Pogoń Future” Możesz opowiedzieć o tym coś więcej?

– Jest to ogromna inicjatywa ze strony klubu. Gdy usłyszałem o tym po raz pierwszy, to byłem pod wielkim wrażeniem. Mamy indywidualne treningi, które są specjalnie przygotowywane pod nas. Jesteśmy jedną grupą, którą tworzy 10 osób. Wydaje mi się, że od nowego sezonu ta liczba nazwisk w grupie zwiększy się. Jesteśmy podzieleni na grupy jeżeli chodzi o trening, ponieważ są u nas obrońcy, pomocnicy i napastnicy. Mamy indywidualne treningi m.in z trenerem Andradiną, z dyrektorem Stolarczykiem. Dużą uwagę skupiają na tym, aby cały czas rozwijać nasze umiejętności. Skupiamy się na najdrobniejszych szczegółach, które jak się później okazuje, są bardzo ważne w meczu i można było to zobaczyć w tych meczach mistrzowskich, ponieważ te treningi naprawdę dużo nam dały.

To też nie tylko treningi na boisku, aktywni jesteście również poza nim. Odbywacie kurs języka angielskiego. Klub stara się pomóc wejść wam w tą seniorską piłkę bez żadnych barier.

–  Tak, chodzimy na lekcję języka angielskiego. Były również zajęcia z Jarkiem Fojutem, który przekazywał nam bardzo dużo fajnych wskazówek typowo boiskowych. Klub stara się dużo nam dać, a my staramy się jak najwięcej z tego czerpać oraz odpłacać się dobrą grą. Wydaje mi się, że „Pogoń Future” to świetna inicjatywa, która w przyszłości wyjdzie na plus dla klubu.

Najprzyjemniejszymi treningami dla Was są chyba te, które prowadzi Edi Andradina. To były zawodnik, który posiadał fantastyczne umiejętności, ale i bardzo pogodny człowiek, którego nie da się nie lubić.

– Trener Edi jest bardzo pozytywną osobą, współpracuje się z nim bardzo fajnie, przekazuje nam wiele dobrych rad i zachowań boiskowych. Treningi z nim są bardzo przyjemne, ponieważ pod jego okiem trenujemy strzały, dośrodkowania, akcje sam na sam. Jest to osoba bardzo pozytywna, z którą fantastycznie się współpracuje.

Widać, że ten program przekonuje również innych, młodych zawodników, którzy rezygnują z gry w Lechu czy Legii na rzecz Pogoni. Jeszcze jakiś czas temu było to nie do pomyślenia, a obecnie takie są fakty.

– Kiedyś, jakby młody chłopak miał przed sobą wybór Pogoń, czy Legia to wybór byłby oczywisty i swoje umiejętności przeniósłby do stolicy. W tym momencie jest inaczej, młodzi zawodnicy dostają oferty od wielu klubów, a to, że wybierają Pogoń jest powodem do dumy. Gratulacje należą się całemu zarządowi za to, że potrafią ściągnąć młode talenty do Szczecina.

Skończyło się Euro we Francji. Reprezentacja Polski zakończyła przygodę na ćwierćfinale, osiągając duży sukces.  Ty również miałeś szansę reprezentować Biało – Czerwone barwy w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Jakie uczucie towarzyszy piłkarzowi, gdy występuje z orzełkiem na piersi?

– Nie da się w pełni opisać tego słowami, gdy wychodzi się na mecz i śpiewa się Mazurka Dąbrowskiego a później zdobywa się bramkę dla reprezentacji. To są obrazki, które zostają w pamięci do końca życia. Miałem okazję grać w niejednym meczu młodzieżowych reprezentacji, to jeszcze nie jest ta główna kadra, ale spokojnie, wyznaczamy sobie kolejne cele <śmiech>. Patrząc na Euro, to możemy zobaczyć jaką pracę zrobili nasi piłkarze. Fajnie oglądało się naszą reprezentację, czuć było dumę z tego, że nasza reprezentacja wygrywa kolejne spotkania. Kibicowałem z całych sił naszym zawodnikom, niestety zabrakło troszeczkę szczęścia, ale i tak odnieśli duży sukces dochodząc do ćwierćfinału.

Ty podpatrujesz cały czas pierwszą drużynę, często widzimy Cię na stadionie w dniu meczowym, a także w kilku treningach miałeś przyjemność brać udział, jeszcze za trenera Michniewicza. Jak sądzisz, poprawienie tej pozycji, którą zajęliśmy w poprzednim sezonie, to cel, który uda nam się zrealizować?

– Tutaj nie ma o czym mówić. Pogoń buduję bardzo silny zespół, można wywnioskować to po tym, że ciężko nam przebić się do tej pierwszej drużyny. Wydaje mi się, że miejsce, które zajęli w poprzednim sezonie spokojnie poprawią i wiem, że są w stanie osiągnąć dużo więcej.

Poza Pogonią śledzisz rozgrywki Ekstraklasy?

– Oglądam Ekstraklasę, w zeszłym sezonie podobała mi się gra Wisły Kraków pod okiem trenera Wdowczyka. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem gry technicznej w piłkę, a nie przysłowiowego lagowania piłki i kopania się po czołach. Nie oglądałem wszystkich spotkań, ponieważ mam swoje obowiązki. Polska liga z roku na rok jest coraz mocniejsza, widać to z każdym, kolejnym sezonem. Wiadomo, że Legia ściąga wielu dobrych zawodników, mają szeroką kadrę, za nimi jest Lech, który rywalizuje z Legią, obie drużyny w swoich składach mają reprezentantów Polski, ale nie jest przesądzone od razu z góry, że to te drużyny zdobędą Mistrzostwo Polski. Ja wierzę, że Pogoń będzie w stanie powalczyć o jak najwyższą lokatę i na koniec sezonu będzie dużo radości w Szczecinie.

Najlepszy piłkarz Ekstraklasy Twoim zdaniem To?

– Rafał Murawski. Nie mówię tego dlatego, że jest kapitanem Pogoni. Jeszcze w barwach Lecha Poznań pokazywał jak duże ma umiejętności. Na pewno imponuje mi swoją grą również Rafał Wolski, oraz Guilerhme. Są to zawodnicy, którzy potrafią zrobić różnicę na boisku jednym podaniem.

Czego życzyć Sebastianowi Kowalczykowi na ten nadchodzący sezon?

– Zdrowia, to najważniejsze. Jak będę zdrowy, to resztę postaram się wywalczyć już na boisku <śmiech>.

KOSZULKI

Rozmawiał Dawid Zieliński

 

Zdjęcia: Pogoń Szczecin SA/Radio Szczecin/Własne

 

 

 

 

 

 

 

 

3 komentarze

  1. Powodzenia PORTOWCU! Kibice na Ciebie liczą , pracuj dalej na pewno dostaniesz szansę!

    (2)
  2. Moze warto przeprowadzić wywiad z Radkiem Janukiewiczem i przedstawic jego wersje wydarzeń? Pisałem juz na konkurencyjnej stronie czy redakcja orientuje się czy jego przesuniecie do rezerw jest zgodne z prawem? Czy nie skonczy sie jak z Cierzniakiem? Pytam bo sportowo zaden trener 1 drużyny nie ocenił formy nie wraca po kontuzji a Radek głupi nie jest i jesli jego przesunieccie jest poza prawem to mozemy slono zaplacić.

    (1)
  3. Czy Ktoś z Redakcji może zainteresować się sprawą RJ84. Tym bardziej po pokazie Słowika w dzisiejszym meczu!

    (1)

Skomentuj

Twój adres email nie będzie opublikowany. Required fields are marked *

*

Do góry

Reklama