Home / Newsy / Medialna nadzieja Gruzinów, która zaskoczyła Hiszpanów i spełnia swoje marzenia
Medialna nadzieja Gruzinów, która zaskoczyła Hiszpanów i spełnia swoje marzenia

Medialna nadzieja Gruzinów, która zaskoczyła Hiszpanów i spełnia swoje marzenia

Mate Tsintsadze został nowym piłkarzem Pogoni Szczecin. To pierwsze zimowe wzmocnienie naszej drużyny. Niespełna 22-letni defensywny pomocnik latem lub już zimą ma zastąpić Mateusza Matrasa. Niedługo poznacie styl gry Gruzina. Jego atuty i wady na boisku. Teraz postaramy się Wam go bliżej przybliżyć jako człowieka.

Kariera Tsintsadze jest bardzo dynamiczna. Urodził się 7 stycznia 1995 roku (za kilka dni będzie świętował 22 urodziny) w nadmorskim mieście Poti. Nadczarnomorskie plaże opuścił jednak już w wieku 12 lat. Przeniósł się do położnej 325 km na wschód stolicy tego małego kraju – Tbilisi. Rozpoczął treningi w juniorskich zespołach miejscowego Lokomotivu. Po 4 sezonach (2011 rok) został włączony do kadry pierwszej drużyny. Miał wtedy zaledwie 16 lat.

Lokomotiv to mający powiązania z państwowymi liniami kolejowymi legendarny gruziński klub, który przed II WŚ grał w najwyższej klasie rozgrywkowej ZSRR, a na początku tego stulecia sięgał po mistrzostwa i krajowe puchary. Gdy przychodził tam Tsintsadze, zespół był jednak w kryzysie i nie grał w ekstraklasie (teraz już się tam znalazł). Nastolatek szybko zaczął się wyróżniać. W 51 spotkaniach strzelił 3 gole i zapracował na transfer.

Spełnił pierwsze marzenie

W lipcu 2013 roku trafił do gruzińskiej ekstraklasy. Podpisał kontrakt z Torpedo Kutaisi. Był zaledwie 100 kilometrów od domu. W mitologii greckiej to miejsce, w którym ukryte było złote runo, ale Tsintsadze nie zabawił tu zbyt długo. Chciał szukać swojego szczęścia gdzie indziej. W Torpedo grał zaledwie pół sezonu, ponieważ bardzo szybko zwrócił na siebie uwagę Dinamo Tbilisi. Znowu musiał wracać do stolicy, ale tym razem do najsilniejszego, najbogatszego i najpopularniejszego klubu w Gruzji.

– Wiem, że interesowały się mną też kluby zagraniczne, ale postawiłem na Dinamo – mówił na początku stycznia 2014 roku. – Transfer tutaj wiele dla mnie znaczy. Gra w Dinamo zawsze była moim marzeniem i byłem bardzo szczęśliwy, kiedy zaproponowano mi umowę.  Wiem, że w takim zespole nikt nie będzie miał cały czas zagwarantowanego miejsca w składzie. Jest konkurencja i trzeba pracować.

Tsintsadze przekuł słowa w czyny i szybko wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie. Grał prawie w każdym meczu i to od deski do deski. W kilku spotkaniach przebywał na boisku z opaską kapitana. Dla tak młodego piłkarza było to spore wyróżnienie i dowód zaufania. Stracił tylko końcówkę sezonu 2015/2016 z powodu kontuzji łąkotki. Wtedy kibice mogli oglądać na klubowym kanale, jak szybko dochodzi do zdrowia po zabiegu.

Reprezentant 

Dobra gra w Dinamie Tbilisi zaowocowała też debiutem w dorosłej reprezentacji. Jesienią 2015 roku zagrał 14 minut w meczu el. do ME z Irlandią i 73 minuty w towarzyskiej potyczce z Estonią.

– Debiut w kadrze był spełnieniem moich marzeń – mówił. – Wiem, że na mojej pozycji jest duża konkurencja, ale zawsze jestem gotowy podjąć rywalizację. W pierwszym meczu byłem nieco sztywny, ale to chyba normalne w debiucie. Takim spotkaniom zawsze towarzyszy trema. Wiem, że kadra przeżywa ciężki okres, ale bycie w niej nawet w tak trudnych czasach jest powodem do dumy.

Tsintsadze w dorosłej kadrze zaliczyłby znacznie więcej spotkań, ale najczęściej gra w reprezentacji U-21. W jej barwach strzelił bramkę Hiszpanom z rzutu wolnego.

Klub ma kłopoty

Środkowy pomocnik z Dinama mógł odejść już tego lata.

– Mam kilka ofert – nie ukrywał. – Ale na razie skupiam się na grze w aktualnym klubie.

Zespół ze stolicy Gruzji słabo spisał się jednak w europejskich pucharach. W el. do LM przegrał z Dinamem Zagrzeb, a w el. do LE uległ PAOK-owi Saloniki. Stało się jasne, że dla Tsintsadze zaczyna się robić w Tbilisi zbyt ciasno.

Szczególnie, że Dinamo wpadło w tarapaty finansowe i w klubie jest coraz gorzej. Jeszcze kilka lat temu drużyna była wyceniana na 14 milionów euro i grała w niej była gwiazda Valencii Xisco, a w tym sezonie jej wartość spadła do zaledwie czterech. Poza tym hegemon może nie obronić mistrzowskiego tytułu i drużynę opuszczają najważniejsi piłkarze. Odszedł Tsintsadze, odszedł też m. in Wladimer Dwaliszwili.

Naśladuje gruzińską legendę

Kiedyś w Dinamo grali także znani z polskiej ekstraklasy Georgi Merebaszwili, Peter Grajciar, Libor Hrdlicka czy… Donald Djousse.

Dla Tsintsadze wzorem jest jednak Alexandre Iashvili, z którym 22-latek zetknął się w Dinamie. Legendarny gruziński napastnik wrócił do Tbilisi na koniec kariery i kopał prawie do 40-stki. CV mógł zaimponować. 68 meczów w reprezentacji, prawie 200 spotkań w Bundeslidze (33 gole) i 240 w 2. Bundeslidze (47 bramek).

– Jest dla nas wzorem. To profesjonalista, jeden z najlepszych naszych piłkarzy, który powinien być przykładem – mówił Tsintsadze.

Środkowy pomocnik Iashvilego podpatrywał zresztą nie tylko w kwestii podejścia do wykonywania zawodu, ale także jeśli chodzi o strzelanie bramek. 22-latek na boisku występuje w środku pola, ale lubi też zapędzić się pod pole karne rywala.

– Chciałbym strzelać więcej bramek. Na razie jestem z siebie zadowolony, ale wciąż jest nad czym pracować. Przede wszystkim nad głową – mówił.

Lubi kamery i mikrofony

Tsintsadze jest zawodnikiem bardzo medialnym. Mimo młodego wieku często jest zapraszany na konferencje prasowe, regularnie gości też w radiu i telewizji.

Nowy nabytek Pogoni jest również aktywny w social mediach. Prowadzi swój profil na Instagramie oraz na Facebooku. Często organizuje tam konkursy dla swoich fanów.

Trzeci w historii

Tsintsadze jest wyceniany przez portal transfermarkt.de na 450 tys. euro. Jest trzecim Gruzinem w historii Pogoni. Wcześniej grali tutaj wspomniany Dwaliszwili oraz Lewan Mikadze. W sezonie 1997/1998 rozegrał 16 spotkań i przeszedł odwrotną drogę do 22-latka. Ze Szczecina trafił… do Dinamo Tbilisi.

Choć w Pogoni występował tylko przez jeden sezon, to zdążył się załapać do drużyny zagranicznych gwiazd ligi na towarzyskie starcie z reprezentacją ligi polskiej. Polacy wygrali tamto spotkanie 2-0, a Mikadze na boisku zameldował się na początku drugiej połowy. Bardziej niż postawą na murawie, zasłynął pomeczową wypowiedzią. – „W Polsce jestem dość długo, ale dopiero po raz pierwszy zagrałem na swojej ulubionej pozycji, kryjącego obrońcy. W Pogoni gram wyłącznie w pomocy i chciałem pokazać, gdzie jest moje miejsce.”

Skomentuj

Twój adres email nie będzie opublikowany. Required fields are marked *

*

Do góry

Reklama